Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 1 listopada 2026 19:42
Reklama

Trzeba tylko grać!

Trzeba tylko grać!

Lat 87. W lewej ręce laska. Dla fasonu, z gałką. Nie opiera się na niej, życia mu nie ułatwia, bo nie potrzeba. Jest symbolem życia. Dekoracja do garnituru marengo, koszuli białej, wyprasowanej, z muszką w kolorze bordo. Postukać na korytarzu, owszem, ale podpierać się? 

 

Wprawdzie głowa lekko pochylona, ale nie zgina karku, nie podnosi wzroku szukając dobrego wyjścia, klamki, drzwi wahadłowych. Wolno, dostojnie. Patrzy z góry, ale nie z politowaniem, lekceważeniem. Jest wysoki, inaczej się nie da. Po prostu.

 

Kończy się korytarz ścianą z windą. Przodem wchodzą trzy panie, nieustannie rozgadane. Przepuszcza damy, one  lekko się tłoczą, żeby zrobić miejsce dla niego. Wcisk na niski parter i szybkie zamykanie drzwi windy. Tylko w dół. Z pierwszego niżej, gdzie stołówka, świetlica, biblioteka, gry, zabawy, telewizor, zajęcia własne. Foteli prawie nie ma, są niebezpieczne. Pacjenci zasypiają, a mają być aktywni, przez całe osiem godzin pobytu. Spać mogą w domu. 

Uciszone w windzie wracają do tematu, bo drzwi stołówki jeszcze minutę zamknięte. O czasie panienka w spódniczce krótkiej (lat 17), w fartuszku, otwiera drzwi przed głodnymi. Oczywiście, wzrok niektórych skierowany jest w jej stronę. Takiego widoku nie można puścić.  Miska, talerz, szklanka na drugim miejscu. Wysoki wibruje wyobraźnią. No nic, śniadanie. Od czegoś trzeba zacząć.

W spódniczce krótkiej wywołuje nazwisko Franciszek Topolewski. Wysoki podnosi rękę, ona podchodzi do niego, wskazuje stolik. Tam już trzech sposobi się do śniadania, nalewając herbatę.

Jest pierwszy raz na stołówce w domu starszych wiekiem dziennego pobytu pod nazwą „Piękny widok”. Przeliczył stoliki, trzydzieści miejsc. Pań więcej niż połowa. Ale on nie pierwszy raz na posiłku w domu starszych wiekiem. Zawsze szukał blisko rodziny. Najlepiej dalekiej, nawet gdy jawił się jako postać nieznana familii. Zapisać może w swojej kronice „Złoty Krąg” w mieście z tramwajami, chyba trzy-cztery lata, może mniej, może więcej, dokładnie nie pamięta. „Białe żagle” to druga przystań, tym razem nad morzem. Lubi precyzję i dokładność, więc nad morzem, to za mało. Nad Morzem Bałtyckim. O! 

Zanim siada przedstawia się, tym razem osobiście: Franciszek Topolewski (lat 87) i podaje rękę każdemu.

- Witam koleżeństwo! 

Ten gest wymaga, że trzech głodnych zmuszonych jest do wstania. Wstawanie powoduje rozkołysanie stolika. Nieogolony (lat 79) trąca kubek z herbatą. Herbata rozpływa się. Łysy ze szlaczkiem zarysowanym z tyłu głowy (lat 77), chcąc ratować kubek nieogolonego (lat 79) przewraca swój kubek, na szczęście nie zdążył nalać herbaty. 

- Niech który tam zawoła kelnerkę – próbuje wprowadzić spokój ten Trzeci, w swetrze koloru bordo (lat 79), a widząc, że Łysy (lat 77) kieruje się do kelnerki w spodniach (lat ok. 59), przywołuje go. - Nie do tej frajerze – przekonuje i naprowadza. - Idź do tej w krótkiej spódniczce (lat 17). To jej rewir – dorzuca jakby był kierownikiem sali.

Nieźle się zaczyna, myśli przybysz (lat 87), obserwując zamieszanie przy stoliku i sprawne działanie młodej w fantazyjnym fartuszku (lat 17). Dawniej coś takiego zakładano dzieciakom do jedzenia, to się nazywało śliniak. Stolik uprzątnięty można jeść.

- Bujnął się, bo tekturka wypadła – nieogolony (lat 79) szuka usprawiedliwienia dla tego, co się stało przed chwilą.

- Tekturka nie tekturka, wylałeś i tyle. Ręce ci się trzęsą. I tyle – łysy ze szlaczkiem (lat 77) podtrzymuje temat.

- Właśnie, że nie wylałem – nieogolony (lat 79) ocenia zdecydowanie.

- Samo się wylało i tyle, co nie?  - Łysego ze szlaczkiem (lat 77) trudno przekonać.

Pozostali nie włączają się do rozstrzygnięcia. A po minie wysokiego przybysza (lat 87) widać, że nic go to nie interesuje. Ani tekturka, ani prawdopodobnie trzęsące się ręce.

Po śniadaniu chwila odpoczynku. Przed telewizorem pani w kasztanowej fryzurze (lat ok. 70). Musi wiedzieć co się dzieje w kraju, w Europie, Chinach i na Hawajach też. Jeżeli zdecyduje się przerzucić – bo to ona dysponuje pilotem – na BBC Earth – to ma przed oczami Grenlandię. Nie dopuszcza do zmiany programu, przegania amatorów seriali, a ponieważ jest sama w domu, to sama musi być też tu, w domu pobytu dziennego.

 

Zbierają się amatorzy gier planszowych i innych. Dwóch (lat 69  i 72) obsługuje grę królewską. Jak co dzień kłócą się o czarne czy białe. Gdy chodzi o ruchy nie mylą się, uważają, że nie są amatorami, bo jeden z nich (lat 69) grał nawet z Garri Kasparowem. Oczywiście była to symultana, ale młodszy (lat 69) położył embargo na tę informację. A więc grał z samym Kasparowem. Drugi (lat 72) chwalił się, że był na pogrzebie Wiktora Korcznoja, arcymistrza szachowego, dwukrotnego wicemistrza świata, który nie  chciał być obywatelem państwa sowieckiego i wyemigrował do Szwajcarii. I tam niedawno zmarł, w 2016 roku, w Wohlen jest pochowany, jako obywatel szwajcarski. Drugi (lat 72) ma brata w Szwajcarii, przypadkiem mieszkańca Zurychu. Do Wohlen stamtąd nieco ponad 20 km. Brat namówił brata, pojechali.

- Mamy szachowe międzynarodowe konotacje – stwierdzenie młodszego (lat 69) było dla szachowej rywalizacji bardziej znaczące niż król, hetman, dwie wieże, pomińmy drobiazgi jak laufer czy skoczek.

Zaczęli 179 partię, starszy (lat 72) białymi.

 

Panie (tym razem wiek pozostaje tajemnicą) decydują się na chińczyka, bierki, grzybobranie, natomiast artystka (lat 78) stoi za sztalugami i tworzy obraz niezapomniany, od stu osiemdziesięciu pięciu dni nie zapomina czegoś domalować, coś zmienić, inaczej spojrzeć, znaleźć inną perspektywę. Dla niej właśnie to proces tworzenia.

 

Wysoki z laską (lat 87) został zaproszony do kart. Skład już zapoznany, stolik śniadaniowy. Chodzą w tysiąca, w baśkę, w 66, dla pełnej rozrywki w makao, a dla jaj w oszukańca. Do obiadu. Wysoki  (lat 87) przegrywa wszystko. Często się myli, źle oblicza siły, nie wychodzą impasy. 

- No dobrze, do jutra! - mówi nieogolony (lat 79), zadowolony z sukcesu kompletnego. Był nie do ogrania.

 

Następne dni, następne tygodnie, idzie trzeci miesiąc. Gry planszowe i karciane. Karty wchodzą w zupełnie inną fazę. Łysy ze szlaczkiem (lat 77) proponuje oglądanie obrazków. Wysoki (lat 87) wie o jakie obrazki chodzi, ale udaje, że nie wie. Mówi nawet, że czemu nie, można gołe dupy pooglądać. To naiwne określenie daje karciarzom gwarancję, że wysoki jest do ogrania, wyprowadzenia renty czy emerytury, nieważne co tam ma,  gwarancję ogolenia gościa do skarpetek. Oczko, tłumaczy Łysy (lat 77), musisz mieć dwadzieścia jeden, albo blisko, bliżej niż my tu wszyscy grający. Ach tak? - zdumienie wysokiego było pełne, wyrażało naiwność, żeby nie powiedzieć głupoty. 

Pierwszy tydzień gry i Wysoki jest już bez forsy. 

- A może, dla odmiany i odpoczynku pokerek? - nieogolony (lat 79) nieśmiało.

- Kiedyś miałem okazję, ale było to tak dawno, że musicie mi przypomnieć – Wysoki (lat 87) udanie podtrzymuje naiwność.

Po dwóch tygodniach Wysoki (lat 87) notuje pierwszą, poważną wygraną. Pięćset pięćdziesiąt złotych. Cieszy się jak dzieciak. Obraz nieszkodliwego idioty, którego można przeciągnąć pod kilem – jak powiadają marynarze – jest już utrwalony. 

- No widzisz, czasami coś się zawsze trafi – ocenia Łysy (lat 79). - Trzeba tylko grać! - zachęta jest szczera i prawdziwa.

- Proszę koleżeństwa, ja przepraszam, że tak wyszło – Wysoki (lat 87) budzi już niemal powszechne zainteresowanie.

- Zawsze jest szansa, tylko trzeba grać – nieogolony (lat 79), pozwala sobie na doradztwo bezpłatne.

Wejście w pokera ustalono na dziesięć złotych. Na stole są setki i tysiące. Wysoki (lat 87) przegrywa setki, wchodzi ostro gdy jest kilka tysięcy złotych. I nie ma zmiłuj się. Karciarze najpierw nie wierzą, potem już widzą co się święci. Stan emerytalny i rentowy obniża się z każdą grą, z każdą wizytą w bankomacie, z każdą chęcią odgrywki. Odejść od stołu? A gdzie ambicja?

- U mnie jest full, a u ciebie? - nieogolony (lat 79) jest przekonany, że ma Wysokiego na widelcu.

- Dwie pary – Wysoki (lat 87) jeszcze nie pokazuje kart, a jego riposta jest powalająca – ale są to dwie takie same pary... Nazywa się to kareta, proszę koleżeństwa i odkrywa karty. Cztery dziesiątki. Kareta bez konia...

 

Równocześnie panie organizują fundację pomocy. Taki pomysł.  Najpierw we własnym gronie. Ta od pilota (lat ok. 69) obejmuje funkcję przewodniczącej. W pewnym momencie, w odpowiednim punkcie zebrania informuje, kto mógłby otrzymać zapomogę i co do wniosku dołączyć. Panie i panowie, ci od kart też.

- Tłumaczę raz jeszcze – ta od pilota, kasztanowa fryzura (lat ok. 69) rozwija temat. - Do wniosku dołączamy kwity następujące, papier z ZUS-u, akt zgonu, ewentualnie własny nekrolog...

Na obydwa wydarzenia kierownictwo domu pobytu dziennego spojrzało inaczej. Wysoki (lat 87) relegowany za ogrywanie staruszków z renty i emerytury, relegowany kiedyś z dwóch domów pomocy społecznej „Złoty Krąg” i „Biały żagiel”, zostaje przydzielony do dalszej rodziny, natomiast kasztanową, tą od pilota (lat 69) przekazano do psychiatryka. 

Nowy dzień zaczął się zwyczajnie – znajomi Kasparowa i Korcznoja kończyli przerwaną wczoraj partię, artystka krajobrazu za oknem „Pięknego Widoku” kontynuowała twórcze dzieło, panie obstawiły gry planszowe: młynek, warcaby, grzybobranie i bierki, a trzech panów pociągnęło w makao.

 

Tekst i fot. Bogumił Drogorób

Fot. - U mnie jest full, a u ciebie???


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Warto było, bo to ciekawe zwiedzanie i Twoje opowiadanie też! Byłam i podziwiałam... Data dodania komentarza: 2.10.2026, 10:22 Źródło komentarza: Na turystycznym szlaku Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Oj! Ale super pogadanka i to o tym, by pojechać nie w sina dal, ale konkretnie do wyznaczonej na mapie miejscowości... Szkoda, że obecnie Dworzec PKP - to głównie wspomnienia... i tylko perony, do których trzeba sporo metrów z bagażem pokonać, by tam się zatrzymać i wsiąść do pociągu ...Brawo Bogumił! Zawsze znajdziesz coś ciekawego i opiszesz z humorem... Data dodania komentarza: 2.10.2026, 10:19 Źródło komentarza: Wyrwane z kontekstu. Przed dworcem PKP w Brodnicy Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Pięknie opisane, bo przypomina dawne czasy, gdy jeździło się z tego dworca w cztery strony świata... Tak! Była kasa, ale najważniejsza poczekalnia i to czynna cała dobę... Nie było to miejsce bezdomnych a głównie dla pasażerów... Przez kilka lat jeździłam pośpiesznym Białystok - Wrocław do Poznania i było super! Nikt nie martwił się o bilety, jak teraz a w pociągu nawet drzemka była... a bagaż na swoim miejscu spokojnie czekał... Dobrze, że nastąpi odbudowa tego naprawdę zabytkowego dworca głównego w naszym regionie... Czekam więc też, jak wspomniałeś do tych lat, by "wsiąść do pociągu byle jakiego...", jak w piosence Maryli Rodowicz... i dojechać tam, gdzie by się chciało... Dobrze, że podjąłeś ten temat... Dziękuję...Może wspomnienia przyśpieszą plany? Czytelniczka Super Brodnicy.. Czesława Data dodania komentarza: 13.07.2026, 21:47 Źródło komentarza: Siedząc na peronie Autor komentarza: Krzysztof.W Treść komentarza: Nic nie piszecie o tych uczniach którzy matury nie zdali, jak oni się czują w tym momencie. I jeszcze jedna uwaga raz piszecie po zdaniu matury , innym razem po ukończeniu szkoły średniej . Jak tradycja to powinno być jednoznacznie określone we wszystkich szkołach w Brodnicy, a nie jest. Jest dowolność tej tradycji jak wy to nazywacie.Dziękuję za uwagę. Data dodania komentarza: 15.05.2026, 23:28 Źródło komentarza: 100 letnia tradycja podtrzymana. Różyczkowanie maturzystów Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Super Korowód i wspaniałe pomysły! Brawa dla Uczestniczek, które opisałeś, jak zwykle z poczuciem humoru! Data dodania komentarza: 10.03.2026, 17:47 Źródło komentarza: W „Tłusty Czwartek”. Korowód wyjątkowych postaci Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Podziwiam! Brawa dla Organizatorów i Wykonawców! Warto było i słuchać i oglądać! Data dodania komentarza: 10.03.2026, 17:42 Źródło komentarza: Zakochany Wróbel ze Zbiczna Gdy się splotą nasze dłonie
Reklama