Spotkałem człowieka, który stwierdził, że mnie zna. Zapytałem skąd? Powiedział, że z plaży. Spytałem z jakiej, znad morza czy z trawiastych plaż pobliskich jezior? Powiedział, że to nie ma znaczenia, że w rzeczywistości zna mnie z telewizji. Ponieważ nigdy nie miałem do czynienia z tego typu medium, zacząłem błędnie – jak się okazało – tłumaczyć, że najwidoczniej mnie z kimś pomylił. I człowiek sobie pójdzie, skąd przyszedł. Ale człowiek zauważył bezbłędnie moje niezdecydowanie i zapytał, czy on wygląda na idiotę. Nawet przez głowę mi nie przeszło. A na kretyna? Ależ w życiu! Przyjąłem postawę niemal obronną, co nieznajomy, już teraz znajomy, zauważył i łagodząco niemal pogłaskał mnie po głowie.
Wkrótce dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy, które – w pewnym stopniu – charakteryzowały stan ducha mojego nieznajomego, a już znajomego, bo minęła godzina od naszego stania przed dworcem PKP w Brodnicy. Zainteresowały mnie jako nieustannego reportera, który nie zaśnie, zanim nie opowie sobie w myślach co chce napisać jutro z rana. Słucham więc opowieści nowego znajomego-nieznajomego i już wiem, że krótko nie będzie.
Nawiązał ponownie, że choć wygląda na idiotę, idiotą nie jest, tym bardziej kretynem, bo ma wujka w Polskim Instytucie Szybkich Zmian Geograficznych i Kartograficznych. Na potwierdzenie tego wyciągnął z teczki aktówki mapę Województwa Partęczyńskiego, które zostało powołane z jego inicjatywy. Okazałem zainteresowanie ubierając się w okulary w rogowej oprawie ze szkłami minus 8 dioptrii. Spojrzałem na mapę. Pochodziła ona z lat 70. minionego wieku i pokazywała granice woj. sieradzkiego, bo takie w owym czasie też powołano. Interesujące, powiedziałem.
Nieznajomy złożył mapę zgodnie z załamaniami, utrwalonymi przez lata i pogłębił moją wiedzę o jego dokonaniach ostatnich, niemal od wczoraj. Otóż, proszę słuchać uważnie, zmieniłem nazwę jeziora Wielkie Partęczyny na Małe Partęczyny. A co z Małymi Partęczynami, zapytałem. Otóż, powtórzył, proszę słuchać uważnie i do końca: Małe Partęczyny przyjęły nazwę Wielkie Partęczyny. Dodam, że już pozmieniano pieczątki w gminach i powiatach nowego Województwa Partęczyńskiego.
Bardzo interesująca kwestia, powiedziałem, żeby coś powiedzieć, podtrzymać rozmowę i okazałem ciekawość, czy to jedyne przypadki zmian zachodzących na mapach – nie bójmy się słów – świata?
Nieznajomy znajomy jak gdyby tylko czekał na takie pytanie, nie był nim zaskoczony i temat pociągnął. Właśnie dziś, o której to było, spojrzał na zegarek, zdecydowałem o zmianie nazwy wsi Zgniłobłoty na American Village. Co pan o tym sądzi? Odpowiedziałem, że jest to ciekawy przypadek lingwistyczny, na dodatek dwuczłonowy. Ale konkretnie, nieznajomy okazał tu pewne zdenerwowanie. Konkretnie jest to Amerykańska Wieś, tak to trzeba tłumaczyć. I jeszcze coś dodam, spojrzałem z pewną tajemniczą miną na nowego znajomego, w okolicy są też Rytebłota, Czyste Błota, a w okolicach Bydgoszczy, jeżeli wie pan, gdzie to jest, są też Białe Błota. Ponieważ, mówmy, jak jest, pańskie zmiany mają niewątpliwie charakter rewolucyjny i stąd płynie do pana moja sugestia.
Nieznajomy spojrzał z niepewnością, nawet podejrzliwie i powiedział, że nie jest idiotą, tym bardziej kretynem, żeby go nie mieszać z Che Guevarą, że jego teren to nie Ameryka Łacińska tylko dworzec kolejowy w Brodnicy, gdzie czeka na pociąg z Działdowa o 12.35, a minęło już kilkanaście lat, a może więcej, a pociągu nie ma. Najłatwiej, mówi, byłoby zmienić nazwę Działdowo, niech pan się nie śmieje, nie jestem idiotą, na Kansas City. Zupełnie inaczej by to brzmiało, pan posłucha: siedząc na dworcu w Kansas City... Co pan o tym sądzi? No nie bardzo, rzekłem, bo jeżeli Działdowo znika z mapy i jest Kansas City, to pan musi czekać w Kansas City na pociąg z Brodnicy. Nieznajomy powiedział, że to nie problem, podjedzie pekaesem do Kansas City i wtedy będzie wszystko jak należy, zgodnie z piosenką. Zaznaczył i pobiegł na PKS...
Bogumił Drogorób

Napisz komentarz
Komentarze