Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 8 czerwca 2026 08:38
Reklama

Dwa leśne krzyże

Dwa leśne krzyże

Knieje tam były. W leśnej gęstwinie za Górznem, mateczniku dzikiej zwierzyny, najlepiej radziły sobie dziki, jelenie, sarny. Szły na Czarny Bryńsk, na Syberię, to znów na Wierzchownię, albo Okalewko. W ślad za nimi postępowali... kłusownicy. Tak było sto sześćdziesiąt lat temu.

Opowieść stamtąd. I z tamtych czasów. Jest rok 1859, puchowy śniegu tren. Czapy wiszą na gałęziach, leśne dukty oświetla światło księżyca. Grudniowy dzień, ostatni w roku. Mateusz Płachta opuszcza swoją norę. Jeszcze tylko łyk gorzałki, dla rezonu. Żegna się, nie wypuszczając fuzji z ręki czyniącej znak krzyża.

Las zna bardzo dobrze, zwierzyny obyczaje też. Ale teraz najważniejszy dla niego jest

obyczaj kłusowniczy
Musi dojść do krzyża w ostatni dzień roku, paść na kolana, odmówić modlitwę, sięgnąć po fuzję i złożyć się. Musi tego dokonać w świetle księżyca i gwiazd. Musi przełamać strach. Choć stary z niego kłusownik, w strzelaniu biegły, drży cały na ciele. Choć nie pierwszy raz będzie strzelał do Chrystusa. - Panie Boże, tylko raz, jak zwykle - mamrocze idąc. -Ty już nie ucierpisz, a jak wykonam, co nam nakazano, zmiłuj się nade mną.
Obyczaj kłusowników z górznieńskich lasów nakazywał strzelać do figurki Chrystusa na krzyżu. Tam gdzie kula trafi, tam przez cały rok będzie trafiał i on w zwierzynę.
Idzie Mateusz Płachta w stronę Czarnego Bryńska, znajduje krzyż. Składa się i strzela. Trafia w lewy bok Chrystusa. Z figurki tryska krew, zalewając cały krzyż. Widząc co się dzieje, kłusownik pada na twarz w śnieg i leży krzyżem. Aż do nowego roku.

Historia kłusownika kończy się jego całkowitą przemianą. Wracając do swej nory Mateusz Płachta wyrzuca fuzję do jeziorka, w pobliżu Czarnego Bryńska i ślad po nim ginie. Mówi się w okolicy, że porzucił kłusowanie i trafił do pustelni. Został tylko z tego zdarzenia czerwony krzyż. Kiedyś drewniany, dziś żelazny, ale też czerwony. Natomiast Chrystus jest ten sam, ze śladem po kuli kłusownika.

Powiadają, że człowiek jakiś, zgrzebnie ubrany, pojawiał się jeszcze tutaj czas jakiś, co roku w Wielki Piątek, w dzień śmierci Chrystusa na krzyżu. Wspinał się całując zranione miejsce, a w ostatni dzień roku stał całą noc pod krzyżem, by żaden kłusownik już nigdy nie wycelował do figurki Chrystusa, na czerwonym krzyżu.
Niektórzy wierzą, że to prawdziwa historia, są i tacy, dla których to raczej legenda. Wątpiący przyznają, że jest jednak w niej ziarno prawdy.

Kolejna historia 
z lasów górznieńskich związana jest z drugim leśnym,
zielonym krzyżem, ma też pewną dramaturgię, z tragicznym zakończeniem. I niesie pewne przesłanie - o miłości i wierności.

Rzecz działa się również ponad sto lat temu, jak głosi legenda zielonego krzyża. W pobliżu Górzna był młyn, na Wapionce. Młynarz, po przedwczesnej śmierci młynarzowej, sam musiał zadbać o wychowanie córki. Przy czym był bardzo podejrzliwy, śledził jej każdy krok, sam decydował, co dobre dla niej, a co złe.
Anula wyrosła na piękną pannę i z czasem przejęła wiele obowiązków w gospodarstwie. Doceniał to ojciec, a pomocnik młynarza, niejaki Józek, spoglądał na nią przenikliwym wzrokiem. Razem zasiadali do obiadu, kolacji. Anula nakładała na talerz najpierw ojcu, potem Józkowi, większe porcje serwując pomocnikowi młynarza. Ona też spoglądała w jego niebieskie oczy i, zdaje się, odwzajemniała rodzące się uczucie. Chowając się przed ojcem zaczęli umawiać się przy krzyżu, przy leśnej drodze wiodącej w stronę Czarnego Bryńska. Stamtąd szli na Szumny Zdrój, siadali pod starym dębem, albo uciekali do jaru Brynicy.

Młynarz uznał, że tak być nie może, że pomocnik z młyna, to nie partia dla jego córki.
Była niedziela. Po mszy porannej Anula pognała do lasu, pod krzyż, na spotkanie z Józkiem. Ten jednak nie przyszedł. Oślepiony przez młynarza nie mógł znaleźć drogi błądząc w lesie. Jego ukochana stała tak długo, aż zamieniła się w bluszcz, który oplótł krzyż. Do dziś, pod zielonym krzyżem, choć bez bluszczu, ktoś składa codziennie bukiet świeżych kwiatów...

Miłość, gniew, nienawiść, zazdrość - tam się właśnie spotkały. Na leśnym dukcie, na drodze do Czarnego Bryńska.

Tekst: Bogumił Drogorób
Fot. Archiwum Górznieńsko-Lidzbarskiego Parku Krajobrazowego



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Krzysztof.W Treść komentarza: Nic nie piszecie o tych uczniach którzy matury nie zdali, jak oni się czują w tym momencie. I jeszcze jedna uwaga raz piszecie po zdaniu matury , innym razem po ukończeniu szkoły średniej . Jak tradycja to powinno być jednoznacznie określone we wszystkich szkołach w Brodnicy, a nie jest. Jest dowolność tej tradycji jak wy to nazywacie.Dziękuję za uwagę. Data dodania komentarza: 15.05.2026, 23:28 Źródło komentarza: 100 letnia tradycja podtrzymana. Różyczkowanie maturzystów Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Super Korowód i wspaniałe pomysły! Brawa dla Uczestniczek, które opisałeś, jak zwykle z poczuciem humoru! Data dodania komentarza: 10.03.2026, 17:47 Źródło komentarza: W „Tłusty Czwartek”. Korowód wyjątkowych postaci Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Podziwiam! Brawa dla Organizatorów i Wykonawców! Warto było i słuchać i oglądać! Data dodania komentarza: 10.03.2026, 17:42 Źródło komentarza: Zakochany Wróbel ze Zbiczna Gdy się splotą nasze dłonie Autor komentarza: Tadeusz Ruchankiewicz Treść komentarza: Gratculacje Malwina Olwert, jestem bardzo dumny z ciebie. Maly zarcik, czyli jednak pieroszki smakowaly i sie przydaly Data dodania komentarza: 6.02.2026, 23:49 Źródło komentarza: Brodnickie talenty z sukcesami Autor komentarza: Kostek Treść komentarza: Naprawdę należą się gratulacje wójtowi gminy Brodnica. Nie dość, że nie ma długów, to widać na pierwszy rzut oka, jak wiele dobrego się dzieje. Data dodania komentarza: 28.01.2026, 16:54 Źródło komentarza: Stało się! Gmina Brodnica bez długu! Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Super reportaż! Samo życie! Żyć nie umierać - tylko wyruszać i zdrowszym powracać! Opisane z poczuciem humoru! Podziwiam, bo też bywałam i nawet wiele razy tańcowałam! Data dodania komentarza: 19.12.2025, 14:32 Źródło komentarza: Uzdrowiskowcy
Reklama
Reklama