Przerzucam emocje na papier

  • 03.09.2020, 14:40
Przerzucam emocje na papier

Z artystą i aranżerem ogrodów Tomaszem Wójtowiczem rozmawia Marek Ewertowski

- Czytelnikom "Super Brodnicy" dałeś się poznać jako specjalista od roślin i aranżacji ogrodów. Jest to twój główny zawód, jednak jesteś również artystą - pisarzem i malarzem.

- To nie tak. Z zawodu jestem historykiem i menedżerem kultury. Zawsze uważałem, że najpierw należy zdobyć solidny zawód i wykształcenie, a dopiero potem można próbować robić w życiu to, co się chce i lubi. Przy odrobinie szczęścia można realizować swoje marzenia i pasje. Tak właśnie było u mnie ze sztuką ogrodową. To moja wielka pasja i zarazem sposób na życie w Wielkiej Brytanii. 

- Anglicy mają bzika na tym punkcie i bardzo szanują osoby, które zawodowo zajmują się ogrodnictwem i aranżacją ogrodów. 

- Zajęcie to zaliczają do zawodów artystycznych. Pisanie i malarstwo  to dwie kolejne pasje, którym poświęcam mój wolny czas. Wiersze piszę już od ponad dwudziestu lat. Początki były trudne i wiele wierszy wylądowało w koszu, ale z czasem zorientowałem się o co w tym wszystkim chodzi i na co powinienem zwracać uwagę. Zaowocowało to moim pierwszym tomikiem, który zatytułowałem „Wszystkie drogi prowadzą do domu”. Zachęcony sukcesem kontynuowałem pisanie i w ten sposób dorobiłem się kolejnych wierszy. Jakiś czas temu postanowiłem wydać mój drugi tomik pod tytułem „Sny wędrowca”. Obecnie powstają kolejne wiersze, z których w przyszłości powstanie kolejny tomik. Poza poezją mam na swym koncie monografię „Pałac w Jabłonowie Pomorskim – historia i współczesność” oraz książkę „Historie z zamkiem w tle”. Malarstwo to moja najmłodsza pasja. Bardzo długo szukałem drogi, którą mógłbym podążać i dopiero jakiś czas temu ją znalazłem.

- Jakie tematy poruszasz w swoich utworach?

- W moich wierszach można zauważyć dwa wiodące tematy. Pierwszy to Jabłonowo, czyli tak zwane sprawy jabłonowskie, a drugi temat określam jako to, co w głowie. Sprawy jabłonowskie to wyrażanie uczuć związanych z moim miejscem na ziemi. Są różne, ale zawsze pozytywne. Od zachwytu nad malowniczością pałacu Narzymskich aż po tęsknotę za tym wszystkim, co jest mi bliskie. Tematem moich wierszy są też rozmaite uczucia, które rodzą się w mojej głowie. Stąd też wzięło się hasło – klucz: to co w głowie. Efektem silnych przeżyć, emocji i sytuacji są wiersze, które piszę pod wpływem silnych bodźców. Przeżywam w nich niespełnioną miłość, śmierć bliskich, zachwyt nad naturą, rozczarowanie miłością, odrzucenie, poszukiwanie sensu życia, nadziei, odpowiedzi na ważne pytania. W moich wierszach odzwierciedla się moje życie.

- Artysta pisząc zawsze w pewien sposób uzewnętrznia swoje uczucia, czasami dzieli się z czytelnikiem najbardziej skrywanymi emocjami. Jak to jest u Ciebie? Nie boisz się tego robić? 

- Nie boję. Powiem więcej. Gdybym obawiał się uzewnętrzniania emocji, nawet tych skrytych, wówczas moje wiersze nie byłyby prawdziwe. Bardzo często wiersz był dla mnie jak terapia po trudnych przejściach. Możliwość przelania myśli na papier było jak wybawienie. Wyrzucenie z siebie emocji pozwalało wreszcie poukładać w głowie wszystkie myśli. Dzięki temu z uczuć i odpowiednio dobranych słów rodziły się wiersze. Teraz są dla mnie jak klucze do wydarzeń i związanych z nimi myśli. 

- Wspomniałeś, że długo szukałeś swojej drogi jeśli chodzi o technikę malarską. 

- To prawda. Zajęło mi to bardzo dużo czasu, ale dzięki temu wreszcie wiem czym chcę malować, na czym i jaka tematyka mnie interesuje. Próby z farbami akwarelowymi i olejnymi zakończyły się niepowodzeniem. Nie odpowiadała mi intensywność kolorów albo problemy z farbami olejnymi, które wydzielały zbyt intensywny zapach. Malowanie na płótnie też mi nie odpowiadało ze względu na jego elastyczność. Ostatecznie zdecydowałem się na technikę collage połączoną z farbami akrylowymi, które moim zdaniem łączą w sobie zalety farb akwarelowych i olejnych. To co tworzę określiłbym jako surrealizm. W tej chwili nie chcę zdradzać więcej szczegółów. Niech to będzie niespodzianka, która ujrzy światło dzienne w przyszłości - podczas mojej pierwszej wystawy.

- Od lat mieszkasz w Wielkiej Brytanii, jednak zawsze powtarzasz, że kiedyś wrócisz do swojego rodzinnego Jabłonowa. Co jest dla Ciebie największym magnesem?

- Największym magnesem są wspomniane już „sprawy jabłonowskie”, do których dołączyłbym jeszcze tęsknotę za rodziną i przyjaciółmi, których ostatnio coraz więcej wokół mnie. To dopiero jest szczęście !!! Zawsze miło jest spotykać ludzi, z którymi nadaję na tych samych falach. Zależy mi, aby takie osoby zostały już w moim życiu i motywowały mnie do działania, a czasem wystarczy mi tylko to, że są. Magnesem przyciągającym mnie do Jabłonowa jest także chęć założenia własnego ogrodu – zgodnie z zasadą: chcesz być w życiu szczęśliwy to załóż ogród. Mam też bardzo dużo innych planów i pomysłów.

- Czy dusza artysty pomaga Ci w aranżacjach ogrodów?

- Zdecydowanie. Często moi klienci mówią mi, że jestem osobą bardzo artystyczną. Mają na myśli sytuacje, gdy tworzę nowe rabaty z bylinami i odpowiednio dobieram do nich wysokość, kształt i kolor roślin. Dodaję też interesujące detale takie jak fantazyjnie powyginane korzenie drzew, ciekawe kamienie, fragmenty drewna wyrzucone na morski brzeg czy też przedmioty codziennego użytku. Te ostatnie, odpowiednio skomponowane i wyeksponowane, zyskują w ogrodzie nowe zastosowanie i drugie życie. Czasem myślę, że ogród jest jak wiersz lub obraz. Są tam kolory, emocje i wrażenia wpływające na ludzkie zmysły.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Marek Ewertowski
Fot. Nadesłane

 

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe