W tej historii chodzi o mojego męża i mamę. Mamę znałam i wiedziałam, że jest uczciwą i opiekuńczą osobą. Po drugiej stronie był mój mąż, który z troską w twarzy, oskarżał moją matkę m.in. o robienie krzywdy naszemu dziecku.
Kiedy na świecie pojawił się nasz synek myślałam, że to początek cudownego etapu w moim życiu. Nie miałam pojęcia, że pod dachem mojego własnego domu toczy się cicha, bezwzględna gra. Mój mąż dzień po dniu, próbował zniszczyć moje nastawienie do mamy, wykorzystując do tego naszego syna. Prawie mu uwierzyłam, stając się w jego rękach narzędziem do manipulacji. Gdyby nie moja siostra nie wiem jakby się to skończyło.
Wierzyłam mu
Moja mama od zawsze była sercem i mózgiem naszej rodziny. Odkąd pamiętam dom pachniał ciastem, świeżym obiadem i był pełen miłości. Dla mnie i mojej siostry mama zawsze miała wiele cierpliwości. Gdy dowiedziała się, że zostanie babcią, to całkiem zwariowała ze szczęścia. Zaczęła szydełkować. Robiła malutkie cudeńka. Buciki, sweterki i czapeczki. Do tego oferowała pomoc w opiece nad Adasiem. Jako młode małżeństwo, na tzw. dorobku pracowaliśmy ponad normę, ja wiedziałam, że opieka nad niemowlakiem nie będzie łatwa. Byłam pewna, że mój mąż wreszcie przekona się do mojej mamy, bo od początku naszego małżeństwa jakoś nie darzył jej sympatią. Początkowo wszystko sprawiało wrażenie normalności. Mama przynosiła obiady i wychodziła z Adasiem na spacery, abyśmy mogli trochę odpocząć. Jednak sielanka nie trwała długo. Zaczęłam zauważać coś dziwnego w zachowaniu mojego męża. Po powrocie z pracy przeważnie witał mnie naburmuszony. Tłumaczyłam to zwykłym zmęczeniem. Nie podejrzewałem, że za jego nastrojami kryje się coś innego. Po jakimś czasie zaczął jakby od niechcenia rzucać uwagi pod adresem mojej mamy. Twierdził, że za bardzo się wtrąca, że czuje się u nas zbyt swobodnie. Słuchałam tych skarg z ogromnym smutkiem, bo ja byłam zadowolona z pomocy mamy. W miarę możliwości łagodziłam tę sytuację tłumacząc, że mama bardzo się stara, że kocha Adasia i, że chce dla niego jak najlepiej.
- Może i chce jak najlepiej, ale i tak robi po swojemu! - oburzał się Krzysztof. - To jest mój syn a ona traktuje mnie, jakbym był dla niego kimś obcym. Dzisiaj też zamiast dać dziecku obiad, to wyszła z nim na spacer, bo ona musi się przewietrzyć. Wierzyłam mu. Poprosiłam mamę o szanowanie ustalonych przez nas zasad. Mama nic nie odpowiedziała. Przytaknęła, ale w jej oczach zobaczyłam smutek.
Było coraz gorzej
Sytuacja zamiast się uspokoić, stawała się bardziej nieprzyjemna. Mąż opowiadał mi historie, które na dobrą sprawę skreślały mamę z opieki nad synkiem. Mówił, że przypaliła mięso i aby wywietrzyć mieszkanie zrobiła przeciąg, a Adasia zostawiła przy otwartym oknie. Kiedy indziej myła go w lodowatej wodzie. Na zwróconą uwagę, tylko wzruszyła ramionami. Wierzyłam, że moja mama jest najbardziej rozsądną i troskliwą osobą na ziemi, ale po drugiej stronie był mój mąż, który z troską w głosie mówił, że moja matka krzywdzi nasze dziecko, a jemu robi na złość. Byłam wykończona tą sytuacją.
Punkt zwrotny
Pewnego dnia wróciłam do domu wcześniej niż zwykle. Krzysztof siedział wściekły w kuchni. Kiedy zapytałam, co się stało, zerwał się na równe nogi. - Co się stało?! Spytał podniesionym głosem, wskazując ruchem głowy na moją mamę. - Twoja „wspaniała mamusia” zostawiła Adasia samego w wannie z wodą. Wszedłem do łazienki w ostatniej chwili, zanim się zakrztusił ! - Zrozum ona jest zagrożeniem dla niego.
Serce mi waliło myślałam, że mi wyskoczy. Patrzyłam na mamę, oczekując, że coś powie, zaprzeczy. -Tak nie było Ilonko - wyszeptała cichutko mama, a po jej policzku zaczęły spływać łzy. - Przecież wiesz, że nigdy bym ...
- Nie kłam! - Widziałem to. Uratowałem Adasia! - Nie zostaniesz z nim ani minuty dłużej! - krzyczał Krzysztof. Byłam zrozpaczona. Poprosiłam mamę, żeby póki co przestała nas odwiedzać, że wszyscy musimy ochłonąć. Mama nic nie powiedziała. W milczeniu, założyła buty i zapłakana wyszła. Czułam się z tym okropnie, ale byłam przekonana, że postąpiłam słusznie.
Mijały dni
W domu zapanował pozorny spokój, choć mnie przybyło roboty, no i mimo wszystko dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Pewnego popołudnia zadzwoniła do mnie moja siostra, proponując kawę w mieście. Zgodziłam się z nadzieją, że dowiem się co u mamy. Usiadłyśmy w kawiarence w parku. Hania od razu przeszła do rzeczy. - Widziałam się z mamą. Pomogłam jej w przygotowaniu pościeli do magla - zaczęła. Ona wszystko robi jakoś dziwnie, mechanicznie. - Co się dzieje, spytałam? Długo nie chciała nic powiedzieć, w końcu pękła. - Krzysztof mnie nienawidzi - mówiła. - To nieprawda, krzyknęłam. - Nie kończ. Wiem, co nagadał ci twój mąż. Ja byłam u was tego dnia, kiedy rzekomo mama zostawiła Adasia w wannie. - Jak to? Nic nie wiedziałam. Tak, oddałam ci wtedy prostownicę do włosów. - Mama była w kuchni, robiła jedzenie dla was, bo Krzysztof na nią wrzeszczał, że jest południe, a obiad nie gotowy. A Adaś? - Leżał w łóżeczku. Krzysztof sam go z niego wyciągnął chwilę później. Ja wychodząc weszłam do salonu obejrzeć nowe robótki mamy. Wtedy Adaś zaczął płakać, a Krzysztof zrobił mamie awanturę, wymyślając tę dziwną historię. Nie wiedział, że wciąż tam byłam. Nie mogłam w to uwierzyć. - Haniu, może coś źle usłyszałaś? - zapytałam, próbując bronić wersji mojego męża. - Siostra, przejrzyj wreszcie na oczy - powiedziała Hania. Krzysztof od dawna izoluje cię od rodziny i znajomych. Pomyśl, nikt z nich do was nie wpada. A ty jesteś albo w pracy, albo z dzieckiem. A każde przyjście mamy kończy się jego pretensjami. On wymyśla te historie, bo chce mieć całkowitą kontrolę nad tobą i twoimi relacjami z mamą. - Mama jest jedyną osobą, która widzi, że Krzysztof zrzuca na nią obowiązki, a potem jeszcze wytyka, że jej utrzymanie kosztuje was sporo pieniędzy. Kiedy Hania zapłaciła za kawę i pożegnała się, radząc mi, żebym przemyślała to co mi powiedziała, dopadła mnie panika.
Wydało się
Słowa siostry długo dudniły mi w głowie. Następnego dnia zwolniłam się z biura wcześniej. Nikomu o tym nie mówiąc. Samochód postawiłam przed skrętem w naszą ulicę. Do mieszkania weszłam najciszej jak się dało. Z kuchni dobiegał głos Krzysztofa. Rozmawiał z kimś przez telefon. Zatrzymałam się w przedpokoju, podsłuchując o czym mówi.
- Uwierz mi, wystarczyło trochę pozmyślać i nastraszyć starą. Ilona łyknęła wszystko, co jej powiedziałem. Teściowa tak mnie wkurzała swoją obecnością, że musiałem się jej pozbyć. Ona zawsze taka chętna do pomocy, zadowolona i wpatrzona w Adasia, że aż mnie mdliło. Do tego, w spożywczaku wydawała kupę kasy. Już jej mówiłem, że ma się dokładać do tych zakupów, bo czasami jak dłużej zostawała, to u nas jadła. A to kosztuje. Ale teraz mam po kłopocie. Wystarczyła akcja z Adasiem w wannie i Ilona sama ją wyrzuciła.
Brakowało mi tchu. Mój mąż, któremu ufałam, chwalił się kumplowi tym, jak zmanipulował mnie, chcąc pozbyć się mojej matki. Miałam wrażenie, że zaraz padnę. Wyszłam z przedpokoju i stanęłam w progu kuchni. Kiedy Krzysztof mnie zobaczył natychmiast przerwał rozmowę, a z twarzy zniknęły mu kolory. - Ilonko, a ty nie w pracy? Długo tu jesteś? - zapytał drżącym głosem. - Słyszałam wszystko - powiedziałam spokojnie, choć w środku gotowało się we mnie z wściekłości. - Słyszałam, jak chwalisz się tym że skłóciłeś mnie z mamą. - To nie tak było, źle mnie zrozumiałaś! Ona za bardzo się tu panoszyła i objadała nas. - Sama mogła zaproponować, że będzie dokładać się do zakupów - powiedział. - Ale nie miałeś prawa zrobić z niej idiotki - mówiłam. - Poza tym chciałeś od niej pieniądze za jedzenie, które nam gotowała. A ty wiesz ile kosztuje opiekunka do dziecka? Albo porządne ubranka dla malucha? - zapytałam. - Ale ja byłam głupia, że ci uwierzyłam. Odwróciłam się i wybiegłam z mieszkania. Natychmiast musiałam pojechać w jedno miejsce.
Zrobiło się lepiej
Drogę do mamy pokonałam biegiem, bo bałam się siadać za kierownicą. Zastałam ją w ogrodzie. Siedziała pod starym orzechem i dziergała kolorowe spodenki. Podeszłam i usiadłam obok niej. Spojrzała na mnie, bez gniewu, tylko z ogromnym smutkiem w oczach. - Przepraszam cię mamo. Przepraszam, że jemu uwierzyłam. Opowiedziałam jej wszystko. O rozmowie z Hanią i o tym, co podsłuchałam. Mama płakała. Kiedy skończyłam, przytuliła mnie, tak jak to robiła zawsze, gdy spotkało mnie coś złego. Wiedziałam, że mi wybaczyła.
Kolejne tygodnie nie należały do łatwych. Mężowi postawiłam warunki. Wie, że stracił moje zaufanie i że tak szybko go nie odbuduje. Zgodził się na wizyty u psychologa, widząc, że jestem gotowa go zostawić jeśli coś podobnego się powtórzy. Moja mama wróciła do naszego życia. Dalej opiekuje się Adasiem, ale teraz to ja pilnuję, by nie stała się jej żadna krzywda.
Notowała: Wiesława Kusztal
Fot. Katarzyna Szczęsna "KaśMiś".

Napisz komentarz
Komentarze