Historia jest nauczycielką życia - powtarzamy od pokoleń. Ale dziś odnoszę wrażenie, że zamiast uczyć się z historii, dopuszczamy, aby ona nami rządziła. Co gorsza - pozwalamy, by stała się narzędziem politycznej walki. Relacje polsko-ukraińskie są tego najlepszym przykładem. Spór o Wołyń, jeden z najboleśniejszych tematów nie zaczął się dziś. Istniał od 1943 r., był też w lutym 2022r., gdy wybuchła pełnoskalowa wojna.
Jak żaden inny naród na świecie, ruszyliśmy z natychmiastową pomocą, nie czekając aż politycy podejmą stosowne decyzje. Polska stała się jednym z najważniejszych sojuszników Ukrainy. Był to nie tylko odruch solidarności, ale też dobrze rozumiany interes narodowy. Im dalej rosyjska armia znajduje się od polskiej granicy, tym jesteśmy bezpieczniejsi. Pomagając nie zapomnieliśmy, że ludobójstwo dokonane na Polakach przez oddziały UPA i część ukraińskiej ludności cywilnej domaga się prawdy, pamięci i godnego pochówku ofiar. To nie jest kwestia politycznej mody ani chwilowych nastrojów. To obowiązek wobec pomordowanych. Ale wtedy, w lutym, wiedzieliśmy, że przede wszystkim musimy pomagać walczącej, także za nas i za Europę Ukrainie, a rozliczenia trzeba zostawić historykom. Co zostało z tamtej empatii?
Dziś bijemy, okaleczamy, poniżamy
Polityczni zadymiarze zaczęli wykorzystywać tę tragedię jako narzędzie bieżącej polityki. Póki co bardziej liczy się partyjna wygrana w medialnym sporze, niż militarne i gospodarcze bezpieczeństwo państwa. Staliśmy się zakładnikami tych, którzy dla swoich nikczemnych interesów chcą z nas zrobić bezrefleksyjnych i nienawistnych „polaczków”. Częściowo im się to udaje. Niestety. Widać rosnącą agresję w stosunku do wschodnich sąsiadów, którzy tu żyją, pracują i płacą podatki. Obrywają nie tylko dorośli. Ofiarami brutalnych napaści padają też bardzo młodzi ludzie. Pogorszenie relacji z Ukrainą pokazuje, że Polacy na tym konflikcie raczej stracą. Nie oznacza to jednak, że Warszawa powinna rezygnować z własnych interesów. Polska ma prawo bronić pamięci historycznej. Problem pojawia się wtedy, gdy dialog zastępują polityczne gesty obliczone przede wszystkim na krajową publikę i partyjny interes. Jedynie uczciwe rozliczenie zbrodni wołyńskiej daje szansę pojednania, opartego na dialogu, idącego w parze z odpowiedzialnością za teraźniejszość i przyszłość. Polityka oparta wyłącznie na emocjach rzadko przynosi dobre rezultaty, natomiast polityka oparta na prawdzie i wzajemnym szacunku daje szansę na budowanie trwałego partnerstwa. To trudna droga, ale najbardziej racjonalna.
Kto płaci za tę polityczną grę?
Przede wszystkim płacą zwykli ludzie. Tracą przedsiębiorcy, którzy potrzebują stabilnych relacji gospodarczych. Rolnicy, którzy odczuwają skutki źle rozwiązywanych, często w emocjach, sporów. Tracą mieszkańcy pogranicza i rodziny ofiar Wołynia, które zamiast spokojnego upamiętnienia bliskich oglądają ich tragedię wykorzystywaną w medialnych sporach. Traci również bezpieczeństwo całego regionu, bo podzieleni jesteśmy znacznie słabsi w rozwiązywaniu sporów.
Komu służy ten konflikt?
Po pierwsze, części politykom, którzy wykorzystują historię do mobilizowania własnego elektoratu, bo nic tak nie jednoczy wyborców, z wiadomych grup społecznych, jak poczucie krzywdy i określony przeciwnik. Po drugie, służy środowiskom skrajnie nacjonalistycznym, które od lat budują swoją tożsamość na wrogości zarówno do Ukrainy jak i do Unii Europejskiej, skutecznie utrudniając dialog między stronami. Po trzecie i być może najważniejsze, korzysta na tym Rosja. Każdy konflikt między Polską, a Ukrainą i Europą osłabia współpracę państw regionu, zmniejsza ich zdolność do wspólnego działania, natomiast wzmacnia podziały, które od dawna są zgodne z interesami Kremla. Mimo wszystko Polska dyplomacja powinna domagać się uczciwego dialogu historycznego, jednocześnie pamiętając że nasze bezpieczeństwo zależy od stabilności i niepodległości Ukrainy, a także od korzystnych szczegółowo dopracowanych umów gospodarczo-handlowych.
Zbiorowa odpowiedzialność
Zanim politycy dojdą do porozumienia, to póki co konflikt jest i ma się dobrze, ale większość rozsądnie i przyszłościowo myślących obywateli nie chce już więcej wstydzić się za brutalne ataki na Ukraińców. Jak choćby ten na moście w Warszawie, czy zaatakowane dziewczynki w autobusie w Bielsku Białej, ani za pobitego we Wrocławiu 19-latka Ukraińca i setki innych ofiar naszej, nacjonalistycznej agresji. Nie dajmy sobie wmówić, że kibole, narodowcy Brauna i ćpuny są dla nas wzorami. Jesteśmy potomkami wielkich Polaków m.in. św. JPII, Kościuszki, Chopina, a to zobowiązuje.
Wiesława Kusztal

Napisz komentarz
Komentarze