Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 2 czerwca 2026 19:12
Reklama

Chciałabym żyć i tworzyć wśród ludzi, którzy potrafią się zatrzymać

Chciałabym żyć i tworzyć wśród ludzi, którzy potrafią się zatrzymać

Po kilku udanych wystawach i wernisażach o kilka refleksji poprosiliśmy Angelikę Nagórską, artystkę mieszkającą w Pokrzydowie, gdzie rozwija swoją twórczość malarską. Gdzie w otoczeniu lasów i jezior powstają obrazy życia, obrazy marzeń.

- Moje dzieła były już prezentowane w Brodnicy, Rypinie, Górznie oraz w Warszawie. Dzieła, których byłam współtwórcą, pokazywano również w Marbelli i Paryżu. Rzeźba, którą malowałam, stoi dziś w Nicei.  Jeden z moich obrazów trafił na okładkę książki „Przed zachodem słońca” Bogumiła Drogoroba. Te doświadczenia pokazują mi, że sztuka nie zna granic – ani geograficznych, ani mentalnych.

Jednym z moich obecnych marzeń 

artystycznych jest wystawa w Toruniu, w innych miastach, oraz rozwijanie swoich umiejętności.  Toruń jest dla mnie miejscem niezwykle ważnym – to miasto, w którym się urodziłam, mieszkałam przez 25 lat i gdzie stawiałam pierwsze kroki na swojej artystycznej drodze. To tutaj studiowałam na UMK, rozwijając swoje pasje i kształtując wrażliwość. To miejsce, gdzie bije moje serce i gdzie narodził się mój talent. W Toruniu kończyłam również liceum o profilu plastycznym.

Pamiętam swój pierwszy plener malarski na gotyckim Rynku Staromiejskim. Ja – młoda dziewczyna, malująca jak wielu początkujących artystów perspektywę ulicy Ciasnej. Do dziś pamiętam to uczucie, gdy przechodnie zatrzymywali się, by patrzeć, jak maluję – na każde pociągnięcie pędzla. To był moment, kiedy po raz pierwszy miałam odwagę tworzyć przy innych.

Moje zamiłowanie do malowania narodziło się jeszcze w dzieciństwie. Pierwsze pejzaże, portrety, łąki, konie, a nawet mój pies. Wierzę, że każdy z nas ma w sobie tę dziecięcą kreatywność i twórczość. Z  czasem jednak przychodzi moment zwątpienia, kryzys twórczości, naturalny etap dojrzewania, w którym wiele osób porzuca twórczość. Dla mnie sztuka stała się sposobem, by do tej pierwotnej wrażliwości wracać – i przypominać o niej innym.

Pisząc ten tekst i wracając myślami do marzenia o wystawie w Toruniu, zrozumiałam coś, co jest dla mnie jeszcze ważniejsze niż samo tworzenie.

Sztuka przestała być tylko formą wyrazu 

– stała się dla mnie sposobem rozmowy ze światem. Pragnę, aby była impulsem. Delikatnym poruszeniem. Iskrą, która przypomina ludziom o czymś, co w nich wciąż jest, choć często przykryte codziennością. Chcę, żeby moje obrazy nie tylko się oglądało, ale żeby się je czuło – jak wspomnienie, które nagle wraca i porusza coś głęboko w środku. Chcę budzić w ludziach ich wewnętrzne dziecko – tę część, która nie boi się marzyć, czuć i być autentyczna.

Coraz częściej mam wrażenie, że jako ludzie zamykamy się w światach, które sami sobie stworzyliśmy – pełnych zasad, oczekiwań i lęku przed oceną. Widzę ludzi uwięzionych w sztywnych ramach, które sami na siebie nałożyli. Coraz częściej spotykam osoby sfrustrowane, niespełnione, które nie realizują swoich marzeń i żyją według cudzych schematów. A przecież opinia innych nie powinna mieć takiej władzy nad naszym życiem.

Ta frustracja często przeradza się w brak szacunku, w hejt, w plotki, w negatywne emocje kierowane do innych. Widzę zmęczenie, napięcie, wewnętrzny ciężar, który ludzie noszą w sobie każdego dnia. I widzę, jak to wszystko przenosi się dalej – w słowach, w relacjach, w sposobie patrzenia na drugiego człowieka. Jak łatwo rodzi się dystans, chłód.  Jak wiele jest w nas napięcia, które nie znajduje ujścia.

A przecież gdzieś pod tym wszystkim nadal jesteśmy my – prawdziwi, wrażliwi, pełni wyobraźni. Niedawno trafiłam na zdanie, które zatrzymało mnie na dłużej: „Największą odwagą dorosłości jest zachować w sobie radość dziecka.” I pomyślałam, że może właśnie tego nam dziś najbardziej brakuje – odwagi, by być lekko, by cieszyć się bez powodu, by nie tłumić w sobie tego, co naturalne.

Prawdziwa wartość sztuki

Moje marzenie – może rzeczywiście idealistyczne – jest bardzo proste. Chciałabym żyć i tworzyć wśród ludzi, którzy potrafią się zatrzymać. Którzy widzą piękno w drobiazgach. Którzy nie szukają problemów, ale sensu. Którzy nie boją się być sobą. Dla których rodzina, wartości i miłość są czymś naprawdę ważnym – czymś, co nadaje kierunek ich życiu. Dla których czas spędzony z bliskimi ma prawdziwą wartość. I jeśli moja sztuka może być dla kogoś momentem takiego zatrzymania – chwilą oddechu, powrotu do siebie, do swoich marzeń – to czuję, że ma sens.

Dlatego właśnie tworzę. Dlatego moje obrazy są abstrakcyjne – bo nie narzucają odpowiedzi, tylko otwierają przestrzeń. Przestrzeń na emocje, na wyobraźnię, na własną interpretację. Przestrzeń, w której można na chwilę zdjąć z siebie ciężar oczekiwań i po prostu poczuć.

Jako wykładowca akademicki 

i nauczyciel staram się przekazywać te wartości dalej. Pokazuję, że sztuka nie musi być perfekcyjna, żeby była prawdziwa. Że wrażliwość nie jest słabością. I że każdy z nas ma w sobie coś wyjątkowego – tylko czasem trzeba sobie o tym przypomnieć.

Od najmłodszych lat wprowadzam dzieci w świat sztuki, pokazując im reprodukcje wielkich twórców, takich jak Leonardo da Vinci, Claude Monet, Vincent van Gogh czy Olga Boznańska. Chcę, aby od początku uczyły się patrzeć szerzej – nie tylko na efekt, ale na emocje, proces i odwagę tworzenia.

Również nauczycieli, których kształcę na różnych kierunkach pedagogicznych w całej Polsce, zachęcam do tego, by przekazywali dzieciom nie tylko wiedzę, ale też wrażliwość. By pokazywali, że sztuka nie jest czymś odległym czy elitarnym, ale czymś żywym – obecnym w każdym z nas.

Moja pierwsza indywidualna wystawa – „Marzenia się nie kończą” – była zaproszeniem do powrotu do świata marzeń. Druga – „Kobiece Marzenia” – była opowieścią o sile kobiet i różnorodności ich dróg. W Rypinie, podczas wystawy „Dotyk Marzeń, Szept Miłości”, połączyłam dwa najpiękniejsze uczucia – marzenia i miłość. Następnie w Górznie, w wystawie „Tam, gdzie rodzą się marzenia i miłość”, zaprosiłam odbiorców do świata dziecięcych marzeń, wzruszeń i kolorów.

Obecnie mieszkam i tworzę na Pojezierzu Brodnickim,

gdzie prowadzę swoją pracownię artystyczną. Żyję  w otoczeniu lasów i jezior i chcę tu być – nie wyobrażam sobie życia w zgiełku miasta. Natura jest dla mnie ogromną inspiracją.

W ostatnim czasie odchodzę trochę od żywicy. Coraz częściej maluję tuszami i wracam do malarstwa olejnego. Inspiruje mnie natura, emocje i marzenia – i to one nadal wyznaczają kierunek mojej drogi. Inspiracje przychodzą do mnie cicho – nie jako konkretne obrazy, ale jako wrażenia, które trudno nazwać. Często zaczynają się od natury – od światła odbijającego się w wodzie, od ruchu traw poruszanych wiatrem, od ciszy lasu, która ma w sobie więcej znaczeń niż słowa. Nie maluję krajobrazu wprost. Zatrzymuję jego emocję, jego rytm, jego oddech – i to właśnie przenoszę na płótno.

Pojezierze, w którym żyję, jest dla mnie przestrzenią nieustannej obserwacji. Jeziora zmieniające się wraz z porą dnia, mgły unoszące się o poranku, głębia zieleni – to wszystko zostaje we mnie, ale nie jako obraz, tylko jako uczucie. I to uczucie staje się początkiem abstrakcji.

Drugim źródłem są marzenia 

– te delikatne, ulotne, czasem niedopowiedziane. To one nadają kierunek moim pracom. W abstrakcji mogę pozwolić sobie na więcej – na niedosłowność, na intuicję, na prowadzenie koloru i formy bez ograniczeń. Marzenia nie mają jednej formy, dlatego moje obrazy też jej nie mają.

Bardzo ważnym źródłem mojej twórczości są również emocje – te, które przeżywam na co dzień, ale też te, które trudno nazwać i zrozumieć. Czasem są to uczucia lekkie i jasne, innym razem bardziej złożone, głębokie, wymagające zatrzymania. To one często prowadzą mnie podczas malowania – podpowiadają kolor, gest, strukturę. Obraz staje się wtedy zapisem przeżycia, śladem chwili, która była ważna.

Malując olejem, 

czuję szczególną więź z materią – z jej głębią, powolnością, możliwością budowania warstw. Każda warstwa jest jak kolejna myśl, emocja, wspomnienie. Obraz powstaje powoli, jakby dojrzewał – tak samo jak emocje, z których się rodzi.

Jest też we mnie potrzeba czegoś więcej – potrzeba zmiany. Chciałabym, aby świat wokół mnie był bardziej wrażliwy, prawdziwy, uważny. Bardziej radosny i dobry. I wierzę, że sztuka ma w sobie taką siłę – że może poruszyć, zatrzymać, otworzyć. Dlatego tworzę nie tylko z potrzeby wyrażenia siebie, ale też z nadzieją, że moje obrazy będą dla kogoś impulsem. Delikatnym przypomnieniem o tym, co ważne.

Moje inspiracje są więc pomiędzy naturą a wnętrzem, tym, co widzialne, a tym, co odczuwalne. To przestrzeń, w której rzeczywistość spotyka się z marzeniem, a obraz staje się zapisem tego spotkania.

Prowadzę również warsztaty dla kobiet z malarstwa abstrakcyjnego tuszem. Bardzo porusza mnie moment, w którym kobiety, często po wielu latach przerwy, sięgają po pędzel i tusz, i na nowo pozwalają sobie tworzyć. W ich ruchach widać najpierw niepewność, potem ciekawość, a z czasem pojawia się coś jeszcze – radość, lekkość, swoboda. Uwielbiam obserwować ten moment przełamania, kiedy znika lęk przed oceną, a pojawia się czysta przyjemność tworzenia. To chwila, w której wracają do siebie – do tej części, która kiedyś tworzyła bez zastanowienia, bez krytyki, z czystej potrzeby wyrażenia. I właśnie wtedy widzę, jak sztuka naprawdę działa – nie jako efekt końcowy, ale jako proces, który otwiera, uwalnia i przypomina o tym, kim jesteśmy.

Angelika Nagórska

Fot. Nadesłane


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Krzysztof.W Treść komentarza: Nic nie piszecie o tych uczniach którzy matury nie zdali, jak oni się czują w tym momencie. I jeszcze jedna uwaga raz piszecie po zdaniu matury , innym razem po ukończeniu szkoły średniej . Jak tradycja to powinno być jednoznacznie określone we wszystkich szkołach w Brodnicy, a nie jest. Jest dowolność tej tradycji jak wy to nazywacie.Dziękuję za uwagę. Data dodania komentarza: 15.05.2026, 23:28 Źródło komentarza: 100 letnia tradycja podtrzymana. Różyczkowanie maturzystów Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Super Korowód i wspaniałe pomysły! Brawa dla Uczestniczek, które opisałeś, jak zwykle z poczuciem humoru! Data dodania komentarza: 10.03.2026, 17:47 Źródło komentarza: W „Tłusty Czwartek”. Korowód wyjątkowych postaci Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Podziwiam! Brawa dla Organizatorów i Wykonawców! Warto było i słuchać i oglądać! Data dodania komentarza: 10.03.2026, 17:42 Źródło komentarza: Zakochany Wróbel ze Zbiczna Gdy się splotą nasze dłonie Autor komentarza: Tadeusz Ruchankiewicz Treść komentarza: Gratculacje Malwina Olwert, jestem bardzo dumny z ciebie. Maly zarcik, czyli jednak pieroszki smakowaly i sie przydaly Data dodania komentarza: 6.02.2026, 23:49 Źródło komentarza: Brodnickie talenty z sukcesami Autor komentarza: Kostek Treść komentarza: Naprawdę należą się gratulacje wójtowi gminy Brodnica. Nie dość, że nie ma długów, to widać na pierwszy rzut oka, jak wiele dobrego się dzieje. Data dodania komentarza: 28.01.2026, 16:54 Źródło komentarza: Stało się! Gmina Brodnica bez długu! Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Super reportaż! Samo życie! Żyć nie umierać - tylko wyruszać i zdrowszym powracać! Opisane z poczuciem humoru! Podziwiam, bo też bywałam i nawet wiele razy tańcowałam! Data dodania komentarza: 19.12.2025, 14:32 Źródło komentarza: Uzdrowiskowcy
Reklama
Reklama