Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 24 kwietnia 2026 14:46
Reklama

Geniusz

Geniusz

Z wojska wyszedł z tatuażem. Była to Marynarka Wojenna i – tu trzeba mu wierzyć – okręty podwodne. Na lewym przedramieniu ma kotwicę, na prawym gołą postać damy i pod nią serce przebite strzałą. Dużo dziergania jak na owe czasy, jeszcze za Polski Ludowej. Rysunek z upływem lat się rozpływa, czego najbardziej doświadcza goła dama. Ale, niech tam...

 

Tatuaże wychodzą na światło dzienne latem, gdy do użytku wchodzi inny gatunek odzieży wierzchniej i spodniej. Latem pracuje na krótki rękaw, w fabryce, gdzie powstają akcesoria kuchenne, siatki-suszarki, a także gdy podłapana jest fucha – z reguły koszenie trawy. Wprawdzie w tej branży wlecze się za nim kiepska opinia, ale kto, na zdrowy rozum, chce w upale, gdy na termometrze ponad 30 stopni C, jeździć po trawniku kosiarką? On to bierze. On, Eugeniusz Koryto, lat 64, bliskie sąsiedztwo emerytury. Eugeniusz, w skrócie Geniusz. Podrzucony do roboty w posiadłości lekarza rodzinnego przez sąsiada, ale nie z tej ulicy.

 

Ksywa  przykleiła się do jego łysego łba, gdy zatrudnił go na czarno wspomniany już lekarz rodzinny, mający dom na obrzeżach wschodniej części miasta, w kierunku Warszawy. Zanim człowiek z tatuażem rozpływającym się w swej grafice wyciągnął urządzenie jeżdżące pchane, zwane kosiarką i kabel długi na całą posiadłość, lekarz rodzinny poprosił go na poletko, które na własne potrzeby nazwał kwartałem nr 2. Tamże zlokalizował tzw. ogródek o średnicy dwóch metrów. Po prostu koło. W kole posadził gęsto poziomki, coś dla wnuczek i wnuków. 

- Czy pan to widzi?

Człowiek z bosą stopą na łbie skinął głową. Lekarz rodzinny miał pewność, że kosiarz wie o co chodzi. Wytłumaczył jeszcze jedną rzecz, opisując dokładność zadania.

- Trawa blisko drzew też rośnie. Kosiarka nie dojedzie do samego pnia, trzeba ręcznie. Rozumiemy się? Kosiarz skinął głową. Jeszcze kilka detali dotyczących płożenia się dzikiej winorośli. 

- Jechać po niej ile wejdzie – tutaj lekarz rodzinny nie miał żadnych ograniczeń. - Czy się rozumiemy?

Kosiarz skinął głową. Na razie ta forma dialogu, bliska międzynarodowej konwencji scenicznej, ocierająca się o pantomimę Marcela Marceau'a,  zdawała egzamin. Fazę wstępną współpracy lekarz rodzinny uznał za wystarczającą i zakończoną. Zapytał, mimo wszystko, już tylko w kwestii formalnej: czy ma pan do mnie jakieś pytania i spojrzał na zegarek. W ten sposób kosiarz z tatuażami został wciągnięty do rozmowy.

- Jo – usłyszał lekarz rodzinny, przerzucił wzrok z zegarka na swojego nowego pracownika, na czarno. Słusznie zauważył, że ma do czynienia z postacią operującą regionalizmami.

- W czym problem? – podjął rozmowę.

- Pipipipipipiiiić mi się chce... - gość ujawnił jeszcze jedną ważną cechę mowy, jąkanie.

- Zaraz wodę przyniosę. Ma być gazowana czy niegazowana? - w tym momencie lekarz przeliczył swoje siły, zmuszając do rozmowy kolegę z trawnika.

- Nienienienienienieeech będzie gaaaaaaaaaaaaaaaaazowana. Jo?

- Jo! - lekarzowi rodzinnemu wymknęło się, a przecież dopiero co zaczęli rozmawiać. - Przyniosę wodę i może pan jechać – spojrzał na zegarek, uruchamiając czas pracy na czarno.

- Jo! - kosiarz z marynarskimi tatuażami zaczął działać. I nie myślał dopuszczać do tego, żeby rozmowa – z kimkolwiek, chociażby z listonoszem - się rozwinęła. Jąkanie początkowe oparte było na falowaniu samogłoskowym. Sinusoida rozwijała się mniej więcej równo, a kosiarz dbał, żeby zdanie oprzeć na dwóch, góra trzech słowach. Ale i tu nie do końca był pewny – najgorzej było wystartować. Trudności fonetyczne sprawiała głoska „t”. Wielkie zacięcie. Przede wszystkim głupio mu było, że lekarz rodzinny jeszcze stał i gapił się, choć kosiarka już chodziła, a kosiarz sprawiał wrażenie, że wie w czym rzecz. Więc co? Brak zaufania?

 

Lekarz rodzinny udał się do gabinetu, który urządził w piwnicy domu o powierzchni ponad 398 metrów kwadratowych. W ośrodku zdrowia zostawił sobie drobne pół etatu. Na dobrą sprawę mógłby zająć się tylko prywatką, w końcu osiągnął jako lekarz rodzinny, internista, wiek emerytalny, ale zrobił jak zrobił. W korytarzyku piwnicznym dziesięć krzeseł, zawsze można dostawić. Na swego lekarza czekało siedem osób. Ten z laską, uczesany na pożyczkę, przekonywał pozostałych, że jest pierwszy w kolejce.

- Od wczoraj czekam! Lekarz przeniósł mi wizytę z czwartku na piątek!

- To siadaj pan na końcu, bo my czekamy w kolejce od poniedziałku, bo też nam przeniósł – tę wieść przekazał  na stojąco starszy człowiek w koszuli w amerykańską kratę. Usiadł gdy skończył. Wstał tylko na chwilę by dopowiedzieć: pan doktór wie co robi!

- Dobry człowiek – pociągnęła rozmowę kobieta z torebką na kolanach i reklamówką przy nodze. Zawartość reklamówki jeszcze nie budziła zainteresowania. - Ja już tu chodzę od dwóch lat, ciśnienie mi wróciło, a dziś tylko kontrolnie. Na chwilę. To może ja wejdę pierwsza? – rzuciła pomysł, ale facetów było sześciu, kilku spojrzało na nią z politowaniem. Odezwał się tylko jeden, bardzo niegrzecznie, ten z zajęczą wargą, na dodatek niezrozumiale.

Lekarz rodzinny powitał pacjentów i wskazał na amerykańską kratę, jako pierwszego. Zdecydowane działanie lekarza uspokoiło resztę. Pogodzili się ze swoim miejscem w kolejce, uznając, że i tak mają czas. A skoro tak, to z nudów zaczęli prezentować swoje przypadki. 

- Tu i tu – z zajęczą wargą pokazał miejsca na klatce piersiowej, gdzie go ciśnie. Wymienił lekarstwa, wskazując na najlepsze. Najtańszą aptekę też.

Kobieta z torebką podciągnęła spódniczkę i pokazała opuchnięte kolana. Chudy w marynarce i słomkowym, plażowym kapeluszu opowiedział historię z bajpasami i staraniem o sanatorium. Gdy usłyszał ten z laską, (akurat na ten moment wyszedł z ubikacji podciągając zamek błyskawiczny) zaczął rozpytywać co i jak, bo też chce. Byle nie blisko domu, a mieszka w Aleksandrowie Kujawskim, więc Ciechocinek wykluczony.

- Ja bym brał Ciechocinek – odezwał się nijaki z końca kolejki. - Blisko domu, żona odwiedzi, jakiś futer dostarczy. Opowieściom nie było końca.

Małe zamieszanie powstało, gdy kobieta z torebką i reklamówką ze sklepu dużego przy nodze z opuchniętym kolanem sięgnęła do niej i zaczęła jeść. Była to jagodzianka. Ugryzła raz i drugi, przełknęła i zapytała: może któryś z panów? Sama robiłam.

- A z czym jest ta jagodzianka – zapytał nijaki z końca kolejki.

- No jak to z czym? - twórczyni zrobiła wielkie oczy.

- Bo ja lubię jagodziankę tylko z grzybami – nijaki miał swoją wersję drożdżówki z jagodami. Pozostali wyciągnęli ręce, jakby po swój przydział. Kiwali z uznaniem głowami, ten z zajęczą wargą nawet coś powiedział, niezrozumiale. Smakowało.

Nieoczekiwanie wtrącił się chudy w marynarce i słomkowym, plażowym kapeluszu.

- Dziś mój wielki dzień – popatrzył się na obecnych. - Idę dziś kupić wkładki do butów! - wyjaśnił z dumą.

- Człowieku, po co ci wkładki do butów – wniosła swoją opinię, w formie pytania, kobieta od opuchniętych kolan.

- Tylko nie człowieku! Tylko nie człowieku! - zaprotestował człowiek będący pacjentem lekarza rodzinnego, przyszły nabywca wkładek do butów i w ten sposób zamknął dobrze zapowiadającą się dyskusję, wchodzącą w fazę filozoficzną. Pozostali siedzieli cicho robiąc zdziwione miny. Kobieta z kolanami otworzyła usta, ale – jak to powiadają – zamurowało ją.

 

Po trzech godzinach, które lekarz rodzinny poświęcił swoim pacjentom, wyszedł na korytarzyk zobaczyć czy ktoś jeszcze przyjdzie... Spojrzał na telefon, masowo skasował przyszłych rozmówców i wyszukał w gąszczu nagrań Macy Gray z jej „Creep HQ”. Lubił bluesa. I tę dziewczynę, która leniwie i spokojnie ciągnęła melodię, od niechcenia. Pooglądał, posłuchał i wyszedł do mistrza trawy 

 

Kosiarz siedział na ławce, popijał wodę, palił najgorsze papierochy. I czekał na mocodawcę. Lekarz rodzinny, nie mający już pacjentów, wyszedł na spotkanie kontrolne.

- I jak poszło?

Kosiarz z tatuażami skinął głową nie chcąc wplątywać się w jakąkolwiek rozmowę. Wiedział, że dla niego zdanie złożone z wielu słów to katorga.

- No to co? Przejdziemy się, zobaczymy – lekarz zaczął od pójścia do domu, przebrania się w krótkie spodnie i T-shirt. Po drodze jeszcze raz odpalił Macy Gray. 

Kosiarz skończył palenie i pstryknął peta do sąsiada. Był gotowy na wizję lokalną. Trawka jak na Wembley, lekarz był zachwycony. Spojrzał na niego z uznaniem. Doszli do poletka z poziomkami. Poletko było już bez poziomek. Niewielkie krzaczki zjechane na centymetr. 

- Geniusz – lekarz rodzinny znany był z życzliwości, zarzucano mu nawet, że nie potrafi być bardziej stanowczy. - Geniusz – powtórzył i badał na gorąco reakcję kosiarza. Kosiarz też zrobił zdziwione oczy, ale zupełnie z innego powodu. Dla niego było dziwne, że lekarz się dziwi.

- No dobrze, idźmy dalej – zdecydował. - Pod drzewami pięknie, czysto, ładnie się trawka układa. Rękami rwałeś?

- Jo – człowiek z tatuażami. - Fyfyfyfyfyszędzie -  poinformował o zakresie pracy pod drzewami.

- Skoro tak, to trzeba zobaczyć co tam z naszą trzmieliną, odporną na choroby, dość szybko rosnącą.

Otóż trzmielina, okalająca dość gruby pień sosny kalifornijskiej, wyrwana została z korzeniami. Siedem, może osiem krzaczków. Lekarz złapał się za głowę. - Wyciąłeś czy wyrwałeś? - chciał się upewnić.

Nie czekając na dalszy rozwój wypadków kosiarz poszedł w stronę bramy i przyprowadził pojemnik brązowy bio. - No to mamy szczęście. Może niektóre się przyjmą?

Wydawało się, że po takim doświadczeniu lekarz rodzinny da sobie spokój z geniuszem od trawy i krzewów płożących, kosiarzem z tatuażami marynarskimi. Minął miesiąc. Lekarz jakoś nie miał ochoty na poszukiwania. Miał telefon do geniusza, zadzwonił. Odebrała żona.

- Niestety, nie przyjedzie, miał wypadek...

- Cóż się stało?

- Zachciało się staremu dziadowi grać w piłkę. Mieli jakiś turniej zakładowy i ma złamany palec. Nawet dwa.

- Gdzie?

- Noga i ręka...

- To w jaką on piłkę grał, nożną czy ręczną?

- W nogę. Ktoś go kopnął i się obalił... Nie przyjedzie...

- To jak on grał, służbowo, w czasie pracy, czy tak sobie? Bo gdyby służbowo mógłby wystąpić o odszkodowanie...

Ale tego żona geniusza, Eugeniusza Koryto kosiarza z marynarskimi tatuażami już nie usłyszała, za szybko zakończyła rozmowę. 

 

Tekst i fot. Bogumił Drogorób


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: LupusTreść komentarza: Narazie zabawa. Oglądaliśmy rzuty. Grzmi tylko oszczepniczka małolatka U-14. Za rok prawda o potędze wyjdzie albo nie. Kto wejdzie na bieżnię, ten jest lekkoatletą, a ten kto z nimi jest na bieżni jest trener z nazwy. Data dodania komentarza: 16.05.2023, 20:44Źródło komentarza: Lekkoatletyka. Sukcesy brodnickich biegaczyAutor komentarza: KuracjuszkaTreść komentarza: Ale NUMER opisał super Redaktor Bogumił! A tak naprawdę - to z czekaniem do sanatorium - to też numer i to w kolejce długiej! A tyle dajemy na NFZ, by zdrowym być i marzyć, by mieć wciąż te dzieścia lat.. kuracjuszka, ale jeszcze bez numeru.....Data dodania komentarza: 11.05.2023, 20:13Źródło komentarza: Sanatoryjny numer 4457Autor komentarza: joko Treść komentarza: Niech się wasz trener nie chwali . Słyszałem ze dawniej jemu wszystkie plany przysyłał i był na obozach jakiś trener z Iławy. Dlatego w mukli miał nawet mistrzów Polski na 400m i w sztafetach. Teraz leci na jego planach, ale wyników medalowych to oni od 6 lat nie mają, bo z tego trenera zrezygnował. Mukla ma nawet dobry do LA stadion a lepiej żeby miała dobrego trenera do medali. Chyba że wpadnie mu jakiś zawodnik co był już mistrzem Polski, to może zrobi z niego mistrza województwa. Data dodania komentarza: 9.04.2023, 09:00Źródło komentarza: Lekkoatletyka. Pot i ciężka pracaAutor komentarza: lolek Treść komentarza: Mierne ta wyniki latem mieliścieData dodania komentarza: 8.04.2023, 20:30Źródło komentarza: Lekkoatletyka. Pot i ciężka pracaAutor komentarza: WiKTreść komentarza: Życzę powodzenia i zachwyconych gości. Oczywiście ciekawa jestem jak kaczka się udała?Data dodania komentarza: 7.04.2023, 23:17Źródło komentarza: Kaczka faszerowana kasząAutor komentarza: CzesiaTreść komentarza: Super Wiesiu! Takie danie po nowemu zrobię na te Święta, bo do tej pory głównym dodatkiem był ogrom jabłek... Dzięki za przepis.. Dam znać, jak smakowała gościom... pozdrawiam już z apetytem! CzesiaData dodania komentarza: 7.04.2023, 17:17Źródło komentarza: Kaczka faszerowana kaszą
Reklama
Reklama