Dawniej, gdy budulcem większości budynków było drewno, pełne ręce roboty mieli cieśle, którzy prowadzili zakłady w rejonie Pojezierza Brodnickiego i okolic Nowego Miasta Lubawskiego. Zagłębie drzewne – tak się mówiło o okolicach wspomnianych, ciągnących się przez Biskupiec do Iławy.
Z czasem, gdy coraz więcej domów miało konstrukcję murowaną, ciesielska robota ograniczała się tylko zrobienia więźby dachowej. Specjaliści tego zawodu są do dziś poszukiwani przez inwestorów, dlatego warto przypomnieć tę odwieczną, rzemieślniczą profesję
Wykonywanie ciesielskiego fachu wymagało dużej wiedzy dotyczącej konstrukcji drewnianych i ich wytrzymałości. Takich reguł dostarczali uczniom oraz czeladnikom doświadczeni mistrzowie zawodu. Współcześnie praca wykonywana jest według projektu przygotowanego przez architekta i pod jego nadzorem. Dawniej cieśla projekt wykonywał sam. Cieszył się on dużym szacunkiem społeczeństwa, a prawdziwe dzieła sztuki ciesielskiej podziwiać można szczególnie bezpośrednio pod dachami naszych kościołów.
- Praca ta wymagała dużej wiedzy i jednocześnie była bardzo ciężka. Każdą belkę należało ręcznie ociosać ze ściętego w lesie pnia drzewa, za pomocą specjalnych toporów - opowiada Krzysztof Kliniewski, regionalista z Nowego Miasta Lubawskiego. - Była to praca uciążliwa i żmudna. Obrobienie jednej belki zajmowało nawet kilka dni. Prace te wykonywali uczniowie lub młodzi czeladnicy - dodaje. - Oczywiście pod nadzorem mistrza. W ten sposób wygarbiali sobie zaufanie doświadczonego zawodowca.
Pod koniec XIX wieku bardziej powszechne stały się tartaki, które za pomocą pił mechanicznych przecierały kloce drewna ułatwiając pracę cieśli. Mógł on wówczas zamówić potrzebne rodzaje drewnianych bali i łat i wówczas dopasować belki do tworzonej więźby.
- Konstrukcje dachu przygotowywane były na ziemi i po ich wykonaniu składane na dachu nowego budynku. Po złożeniu szkieletu konstrukcji na szczytowej belce zawieszano wiechę w postaci wieńca z gałązek i kwiatów. W dniu tym osoba zlecająca pracę podejmowała pracujących bogatym w jadło i trunki poczęstunkiem.
Proces zbierania doświadczenia trwał czas jakiś. Zanim uczeń zdał egzamin czeladniczy musiał kilka lat ciężko pracować, stopniowo poznając tajniki ciesielskiego fachu. Nauka kończyła się egzaminem czeladniczym składanym przed starszyzną cechu, ale wcześniej uczeń pod nadzorem musiał samodzielnie wykonać tzw. sztukę. Już jako czeladnik po kilku latach samodzielnej pracy mógł złożyć egzamin mistrzowski. Zdając ten egzamin sam mógł przyjmować uczniów w naukę. Taka kolej rzeczy zapisana tradycjami rzemieślniczymi trwa do dzisiaj.
O fachowości cieśli świadczy fakt, że podejmowali się oni zaprojektowania i budowy, nawet wiejskich wiatraków. Były to konstrukcje trudne do realizacji więc podejmowali się tej pracy tylko najlepsi z dużym stażem. Cieśla na początku tworzył plan wiatraka rysując go na kartce, a potem przedstawiał do akceptacji inwestorowi. Wiatraki budowali często, co bogatsi rolnicy, aby móc używać go w swoim gospodarstwie oraz świadczyć usługi dla najbliższych sąsiadów. Wiatraki stały prawie w każdej wsi, najczęściej na małych wzniesieniach. Niegdyś funkcjonowały takie młyny poruszane siłą wiatru, a ostatnie drewniane wiatraki przestał istnieć w latach 70-tych minionego wieku.
Oprac. Bogumił Drogorób
Fot. Archiwum Krzysztofa Kliniewskiego
Fot. 1 Ręczna obróbka kloców drewna była pracą nad wyraz ciężką

Napisz komentarz
Komentarze