Po długiej i ostrej zimie każdy ciepły promyk słońca i ćwierkot ptaków cieszą, bo to znaczy, że przyszła wiosna. Ale ona rządzi się swoimi prawami, raz słońce i przyjemne ciepło, raz deszcz i chłód. Wbrew tej huśtawce w pogodzie myślimy o spacerach i kawie na ławce. Jednak rzeczywistość nie pozwala całkiem oderwać się od ziemi i bujać w wiosennych obłokach, zwłaszcza, gdy nagle dociera do nas, że zamiast śpiewu ptaków słyszymy huk spadających, zawetowanych ustaw. Wiosna w polityce, tak jak w ogrodzie, powinna oznaczać porządkowanie starych spraw i nowe otwarcie. Tymczasem mamy coś na kształt przeciągu: jedni otwierają okna z porządkującymi ustawami, inni zatrzaskują drzwi wetem. W centrum tego przeciągu stoi on, jedyny taki z rozbuchanym ego.
Dlaczego veta
Oficjalna odpowiedź jest zawsze elegancka i pełna wzniosłych haseł: konstytucja, konieczność dopracowania ustaw itp. W przypadku SAFE i ustaw naprawiających wymiar sprawiedliwości argumentacja sprowadza się, o ironio, do obaw o ich zgodność z prawem oraz ryzyko politycznego wpływu na instytucje. To wersja „urzędowa”- uporządkowana jak świeżo zagrabiony ogródek. Ale polityka prawie nigdy nie kończy się na wersji oficjalnej. Weto bywa narzędziem siły, a prezydent, który nie współpracuje z rządem, wysyła wyraźny sygnał: „nie będziecie rządzić sami”. Eksperci mówią, że to przeciąganie liny. Wetowanie przez Nawrockiego ustaw wbrew oczekiwaniom społecznym nie spodobało się nawet jego stadionowym wyborcom, którzy w wulgarnych słowach na banerach przypomnieli mu dzięki komu zdobywał głosy. Jeden z napisów, ten o Judaszu, wpisuje się nawet w świąteczny klimat. SAFE i reformy sądownictwa stają się w tej grze pionkami, choć dla obywateli są raczej fundamentem codziennego funkcjonowania państwa. Nieprzyjęcie przysięgi sędziów i wetowanie ustawy o KRS i SAFE to już nie jest tylko kwestia tych ustaw, ale rozwalanie całego systemu wymiaru sprawiedliwości i bezpieczeństwa.
O co tak naprawdę chodzi?
Po pierwsze, o kontrolę nad kierunkiem zmian. Reformy sądownictwa to nie tylko techniczne poprawki, ale zmiana układu wpływów. Weto staje się więc sposobem na zatrzymanie procesu, który mógłby tę równowagę zaburzyć. Po drugie - o polityczną przewagę. W sytuacji napiętej współpracy między prezydentem a rządem nie ma dialogu, są równoległe monologi. Po trzecie, chodzi o czas, który w polityce bywa najcenniejszą walutą. Opóźniając wejście ustaw w życie, można przeczekać trudny moment, zmienić układ sił albo wymusić kompromisy. Problem w tym, że wówczas państwo nie działa w próżni. Za wschodnią granicą trwa agresywna polityka, która realnie wpływa na bezpieczeństwo Polski. Na Bliskim Wschodzie napięcia destabilizują globalny porządek. W kraju rosną ceny, a społeczne nastroje są coraz bardziej nerwowe. W takim kontekście brak współpracy na szczytach władzy - zaczyna być problemem strategicznym. Państwo w sytuacji kryzysowej potrzebuje jasnych decyzji, reguł i działających instytucji. Tymczasem mamy coś odwrotnego: zablokowane ustawy, niepewny system sądownictwa, napięcie między ośrodkami władzy. Czy to chaos? Tak i do tego brak stabilności, zwłaszcza w połączeniu z antyunijnymi sojuszami, zacieśnianymi przez Nawrockiego i jego popleczników.
Wiosna to czas miłości
Ale co zrobić z nietrafnie ulokowanymi uczuciami np. w Orbánie, Salvinim, Fico, Le Pen, stałych krytykach UE i przeciwnikach pomocy Ukrainie? O ile w naturze nie ma problemów z miłością i nawet największy bałagan kończy się rozkwitem, o tyle w państwie tak to nie działa. Tu potrzeba nie tylko czasu, ale i rozsądku. A tego w tej nawalance brakuje. I być może właśnie gra toczy się o to, aby narzucić swoje warunki i ostatecznie zdefiniować, jak ta „polityczna wiosna” ma wyglądać. Ale czy warto w czasach wojen myśleć o własnych stołkach a nie o dobru i bezpieczeństwie Polski?
Spokojnych świąt Państwu życzę.
Wiesława Kusztal

Napisz komentarz
Komentarze