Ryszard Krzemieniewski, emerytowany nauczyciel z Nowego Miasta Lubawskiego, nigdy nie mógł usiedzieć na miejscu. W porozumieniu ze szkołami, ośrodkami kultury czy klubami sportowymi organizował imprezy, które w większości były związane z bezpieczeństwem najmłodszych.
Jego społeczną działalność niespodziewanie przerwały ciężkie niedomagania zdrowotne, które udało mu się przetrwać, i dziś kontynuuje swoją pasję.
- Emerytem jestem już 14 lat i staram się nie odpuszczać mojego hobby, jakim jest organizowanie imprez związanych z bezpieczeństwem najmłodszych oraz od pewnego czasu także emerytów. Obecnie moje dni nie są monotonne. Rankiem, po śniadaniu, idę do miasta po gazetę, porozmawiam po drodze ze znajomymi. Potem już w domu przejrzę internet i myślami jestem na kolejnych imprezach, które planuję zorganizować - opowiada pan Ryszard.
W Tereszewie były gwiazdy sportu
Swoją przygodę ze sportem szkolnym i rekreacją - był absolwentem dwuletniego Studium Nauczycielskiego - Ryszard Krzemieniewski rozpoczął wraz z pierwszą pracą w małej wiejskiej szkole w Tereszewie koło Kurzętnika. Założył Uczniowski Klub Sportowy „Start”, który od razu mocno ruszył z kopyta. Organizował przeróżne imprezy, zawody i spotkania, a na jego pisane odręcznie na kartce A4 zaproszenia pozytywnie odpowiadali znani sportowcy, medaliści olimpijscy i kierowcy rajdowi, by tylko wymienić: Krzysztofa Hołowczyca i nieżyjącego już Mariana Bublewicza. Do Tereszewa zawitał także Jurek Owsiak, szef Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wieść o działalności animatora sportu z wiejskiej szkoły dotarła również do Pałacu Prezydenckiego i Ryszard Krzemieniewski zaproszony został do Warszawy przez kancelarię Aleksandra Kwaśniewskiego, ówczesnego Prezydenta RP, na toast noworoczny dedykowany ludziom sportu.
- Tam, na spotkaniu, które odbyło się w warszawskim hotelu „Forum”, poznałem jednego z pierwszych sponsorów, dyrektora hotelu. Pokłosiem mojej wizyty w jego gabinecie było wyjątkowo hojne obdarowanie naszego klubu.
Wizyta w hotelu „Forum” przeszła do legendy. Z kieliszkiem szampana kręcił się tu i tam, w pobliżu recepcji, to znów na salonach. W pewnej chwili zapytał kogoś z obsługi gdzie urzęduje dyrektor hotelu.
- A pan w jakiej sprawie? – zapytał grzecznie pracownik znanego hotelu.
- Jestem gościem prezydenta Kwaśniewskiego, rozglądam się trochę, popijam szampana – z kieliszkiem w ręku prowadził rozmowę.
- Chwileczkę, podjadę z panem windą – pracownik hotelu niższego szczebla wyprężył się, pewnie i trzasnął obcasami, a pan Ryszard wsadził rękę do kieszeni i z szampanem, którego w kieliszku niemal nie ubyło, wsiadł do windy. Pracownik hotelu niższego szczebla wziął trzy duże wdechy i trzymał pozycję pionową aż do stosownego piętra. Kilka kroków korytarzem i leciutkie pukanie do drzwi.
- Gość specjalny pana prezydenta Kwaśniewskiego prosi o rozmowę z panem! - wyrecytował.
Na te słowa dyrektor znanego hotelu „Forum” błyskawicznie podniósł się zza biurka i z wyciągniętą dłonią wyraził szacunek. Pan Ryszard umoczył tylko usta w szampanie i trzymając kieliszek przedstawił siebie i swoją sprawę. Treść rozmów pozostanie tajemnicą nauczyciela z małej wiejskiej szkoły ponad 200 km od Warszawy.
- Przyznam, że miałem szczęście do ludzi, firm, urzędów i instytucji, które na moją prośbę, jako prezesa klubu w Tereszewie, zawsze wspierały naszą działalność. Nigdy nie miałem problemu z upominkami i nagrodami dla uczestników zawodów czy imprez, które często organizowaliśmy - opowiada Ryszard Krzemieniewski.
Po powrocie ze stolicy, po kilku dniach zajeżdżają do Tereszewa dwa niewielkie samochody, o sporej ładowności (marki samochodów nie podajemy, miały rejestrację warszawską i były oznakowane hotelem „Forum”. A w nim podarunki – sprzęt sportowy, dresy, T-shirty, długo by wymieniać. Miał więc Ryszard Krzemieniewski sporo okazji by ogłosić kolejne konkursy, zawody, imprezy. Korzystali uczniowie szkół bliskiego regionu.
Akcja pana Rysia „Piłki na kraniec świata”
Wtedy pomyślał, aby tym, co otrzymuje, podzielić się z innymi. Wspomina, że wiele czytał o krajach Trzeciego Świata i dzieciach grających w szmaciane piłki.
- Pomyślałem, aby dać im namiastkę futbolu i przesłać chociaż po jednej piłce w prezencie od wiejskiego klubu sportowego w Polsce. Autorską akcję, którą nazwałem „Piłki na kraniec świata”, kontynuuję do dzisiaj i właśnie w tych dniach kolejna piłka poleciała do miejscowości Incekum na południu Turcji. Niektórzy pytają mnie, jak udaje mi się dostarczać piłki do różnych zakątków świata. Wyszukuję w internecie małe szkoły w dalekich krajach, które funkcjonują z dala od głównych szlaków, gdzieś w małych miejscowościach w dżungli lub buszu. Kiedy mam już namiary takich placówek, starałem się kontaktować z ambasadami danego kraju, zgromadzeniami zakonnymi, a nawet z misjami wojskowymi z prośbą o dostarczanie piłek. Prawie nigdy mi nie odmówiono i futbolówki leciały do wybranych adresatów. Zazwyczaj po dostarczeniu piłek otrzymywałem własnoręcznie pisane listy z rysunkami dzieci i dołączonymi zdjęciami. Takie podziękowania w pełni wynagradzają moje starania. Mam potwierdzenia od adresatów przesyłek m.in. ze szkół w Afganistanie i Iraku, a także z Tajlandii, Papui-Nowej Gwinei, Mauretanii oraz Mongolii, a nawet z placówki dla dzieci trędowatych w Indiach. Nie interesuje mnie, jaką politykę dany kraj uprawia ani jaka obowiązuje religia. Dla mnie najważniejszy jest uśmiech dzieci, które zagrają polską piłką. Łza się w oku kręci, gdy czytam takie listy - zwierza się pan Ryszard.
Kogut pofrunął do grodu z kogutem w herbie
Potem życiowe drogi powiodły animatora sportu do Kurzętnika, gdzie kontynuował pracę, a klub zaczął funkcjonować pod zmienioną nazwą jako UKS Kogut Kurzętnik. W grodzie z kogutem w herbie działalność klubu stała się jeszcze bardziej prężna z racji większego, gminnego środowiska. W Kurzętniku Ryszard Krzemieniewski mógł rozwinąć skrzydła i realizował swoje pomysły. Jednym z nich był wyścig na hulajnogach, który zorganizował kilkanaście lat temu na ulicach Kurzętnika. Na zwykłych, typowych hulajnogach jakie znał z dzieciństwa.
- Nie zapomnę tego widoku do dzisiaj. Ludzi przyszło tyle, jakby przynajmniej Wyścig Pokoju przejeżdżał. Zrobiła się mała sensacja. Wyścig relacjonowały nawet regionalne media. Naszemu klubowi ta widowiskowa impreza przyniosła sporo promocji - wspomina prezes „Koguta”.
Lotna premia Tour de Pologne
Jedną z bardziej spektakularnych „akcji” Ryszarda Krzemieniewskiego, która wprawiła w osłupienie wiele osób ówczesnej władzy, było „załatwienie”, by znany wyścig Tour de Pologne zboczył z trasy i przejechał uliczkami Kurzętnika.
- Kiedy w 2003 roku miał się rozpocząć etap Olsztyn – Bydgoszcz, udało mi się dodzwonić do głównego organizatora Tour de Pologne i zaproponowałem, żeby wyścig nieco zmienił trasę i przejechał przez malowniczy Kurzętnik. Dodałem, że nasz klub „Kogut” ufunduje puchar dla pierwszego zawodnika, który przejedzie linię premii na kurzętnickim rynku. Organizator chętnie się zgodził i mieszkańcy mieli nie lada frajdę. Nazajutrz pojechałem do Inowrocławia na start kolejnego etapu i wręczyłem puchar zwycięzcy premii.
Czesław Lang, który w Brodnicy finalizował lotną premię, co oznaczało przejazd przez miasto, na wieść o zamiarze miłośnika sportu z Kurzętnika, na informacje, że tam kiepska nawierzchnia, powiedział krótko: nie widzę problemu. Niech jadą. No i pojechali.
Kroniki pełne zdjęć i wpisów wielkich tego świata
Wszystkie otrzymane listy i zdjęcia znajdują się na stronach kronik, które Ryszard Krzemieniewski prowadzi. Pękatych tomów jest ponad pięćdziesiąt, a na stronach autografy — rarytasy, o których niejeden kolekcjoner może tylko pomarzyć. Sekretarzy „wielkich tego świata” ujmuje list napisany na kartce w kratkę i nawet ci, którzy nie dają na co dzień autografów, robią to dla nieznanego im bliżej społecznika z Polski absolutny wyjątek. Oprócz autografów sportowców są wpisy Jana Pawła II, Lecha Wałęsy, Juana Antonio Samarancha – byłego szefa MKOL.
Najciekawsze imprezy
organizował na podwórku szkolnym. Najlepiej w czasie przerwy. Każdy taki konkurs opisywał z wielką dokładnością i na kartce w kratkę, wyrwaną z zeszytu, opisywał z powagą idee i wyniki konkursu. A jak to wyglądało? Szefowie działów sportowych redakcji lokalnych, regionalnych i ogólnopolskich otrzymywali gotową informację następującą treści: podczas dużej przerwy w szkole podstawowej w Tereszewie zorganizowano konkurs podbijania piłki nogą (tu podawał nazwiska pierwszych trzech uczniów i ilość podbić – 8, 6, 3). Udział wzięło 8 uczniów. Nagrody ufundowali UKS Kogut Kurzętnik, PZPN, UEFA, FIFA oraz piekarnia „Miś”. I taka informacja szła w świat!!!
Obecnie pan Ryszard jest na zasłużonej emeryturze, ale ciągle jest w ruchu. - Kontakty z ludźmi, a szczególnie z najmłodszymi w szkołach i przedszkolach, którym z pomocą dyrektorów placówek i służb mundurowych przekazuję wiedzę o bezpieczeństwie, są dla mnie wielką satysfakcją i motywują do dalszych społecznych inicjatyw. I zimą, i wiosną, przez cały rok - Ryszard Krzemieniewski, wyjątkowy pasjonat sportu kończy (na razie) opowieść, której końca nie widać.
Bogumił Drogorób
Fot. Nadesłane

Napisz komentarz
Komentarze