Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 2 lipca 2026 01:00
Reklama

Z życia wzięte. Zenka stolarza drogi kręte

Z życia wzięte. Zenka stolarza drogi kręte

Zenek Pif-paf, tak mówili o stolarzu niemocie. Pif-paf, bo stracił dwa palce i jak podnosił dłoń, to w niebo celowały tylko wskazujący i fuckers. Pierwszego stracił rąbiąc drewka na rozpałkę, drugiego w bardziej dramatycznych okolicznościach. Pif-paf, człowiek dwojga nazwisk.

Zenek robił swoje 
na stolarni w geesie, a dorabiał w zakładzie pogrzebowym, nosił z kolegami trumny, składał do grobu. No i jak raz chowali wiceprezesa OSP Kipichę Władysława. Ze sto luda przyszło. Spuszczają na linach trumnę do rodzinnego grobu, gdzie nawet dziadek z babcią wiceprezesa, o rodzicach nie wspominając, a tu nagle trach, nagrobek się obalił i upierdzielił Zenkowi drugiego palucha.  Głośne „o kurwa!” przecięło żałobną ciszę pochówku. Miał szczęście, bo wtedy poszła głośna syrena strażacka i Zenkowe przekleństwo zginęło gdzieś w jej ryku.

Pech Zenona jednak nie opuszczał, 
a właściwie teraz to nie jego, tylko ołtarzową, Marlenę, Zenkową kobietę. Tu trzeba koniecznie wyjaśnić, że Marlena, jako jedyna w parafii, prała obrusy liturgiczne z ołtarzy. Głównego i bocznych. Księżowskie alby i komże. Nie mogła być kościelną, bo kościelny już był na stanie, została więc ołtarzową. Tak czy owak... Robili coś w kuchni, zmurszała deska podłogowa, więc kto tego nie naprawi jak nie mąż-stolarz. Ale Marlena chciała koniecznie asystować, robota szła gładko, został już tylko jeden gwóźdź do wbicia. No i jakoś tak poszło, że przybił Marlenie stopę do podłogi. Jak Rzymski żołnierz Chrystusowi do krzyża. Nie mogła się ruszyć. Była przybita tym całym zdarzeniem, a ryk niosący się na całą wieś dowodem tego bólu.  Chcący, czy niechcący – wieś do dziś się zastanawia, dlaczego młotek Zenka tak poszedł.  Faktem jest, że Marlena kuleje. I tak już będzie do końca jej dni. Ale to jeszcze, jeszcze...

W intencji Marleny nogi
Po tym wydarzeniu Zenon dość długo nie mógł przyjść do siebie. Sądził, że stolarze już tak mają, że jak coś tego, tamtego, to zwykle pada na nich. Nawet w sytuacjach nie do końca  związanych z tym rzemiosłem, czy ogólnie rzecz ujmując z przemysłem drzewnym.  W każdym razie, po tym niefortunnym nogi przybiciu gwoździem, Zenek obiecał Marlenie, że pójdzie w intencji jej nogi do Częstochowy. Tam się pomodli, bo wszystko co tu, się nie liczy. Wprawdzie chciał obiecać, że na kolanach, ale stanęło na tym, że pójdzie. Na nogach. 

No i Zenek poszedł, 
ale bez przygotowania, a że ważył dużo, nawet zbyt dużo, nie przypuszczał, że może się to dla niego nieoczekiwanie skończyć.  Dużo mógł zjeść i wypić, i na dużo sobie pozwalał. Zawsze mawiał z troską: nie jestem wrogiem własnego organizmu, potrafię się napić i zjeść kulturalnie. Więc uda miał otłuszczone akuratnie. Pod Wieluniem się zatarł do krwi, zaczął iść szeroko, jakby krokiem łyżwowym, niczym narciarska mistrzyni biegów zimowych Maritt Bjoergen. No i tam właśnie, pod Wieluniem, 

zdarzył się cud 
Wracający z południa Polski TIR-em szwagier dostrzegł na poboczu Zenka Pif-paf, przyhamował. Uratował mu życie. 
- A tak blisko już byłem, dosłownie o krok od Jasnej Góry. No nic, nie odpuszczę, w przyszłym roku wrócę na trasę. Dojdę do końca! Szwagier podrzuci mnie pod Wieluń, w to samo miejsce. I będę szedł, szedł, aż dojdę.

Taką obietnicę 
złożył uroczyście stolarz Pif-paf zaraz po nieudanym powrocie. Obiecał nadto złożyć uroczystą przysięgę. Na tę okoliczność zorganizowano wybitnie uroczyste spotkanie, na które poproszono m.in. Rycha Rzeszotarę, który przybył w gronie zacnych postaci z kręgu Wspólnoty Leśnych Ludzi, który znał życie lepiej niż ktokolwiek w kraju i palcem mógł wskazać, nawet na telewizorze, kto cham, kto złodziej, kto kradnie, kłamie, oszukuje, a komu szacunek się należy. Uradzono, że Zenek, ruszając w trasę, musi mieć buty odpowiednie, czyli wygodne, rozchodzone, po odpowiednim przebiegu. Po prostu, trzeba kupić miarowe, na Zenkową stopę, ale dać do rozchodzenia van Chutenowi z Żuław, który zajmuje się taką usługą na życzenie. Minie rok i już w lipcu van Chuten przyjedzie w trampkach, bo buty rozchodzone, dobrze zapakowane, na Zenkową pielgrzymkę, trzymane w plecaku.

Zapadła też decyzja 
w kwestii odpowiedniej wagi dla wędrowca. Zdecydowano, że zainteresowany, niejako sam z siebie, podda się odpowiedniej terapii. W niedalekim miasteczku działa fitnes – salon należący do łysych i karków. Zenon musi jedynie zaopatrzyć się w dres,  wykupić karnet, najlepiej na dziesięć, przynajmniej, miesięcy. Pan Paha, miłośnik czeskiej literatury i filmu wypatrzył ten fitnes, a Maryjan z Łąk, odkrywca drogi na Biegun Północny łącznie z geodetą Joe'm poparli odchudzającą terapię zdjęciami. Wprawdzie były na nich tylko kobiety, za to gołe. Fotka przed fitnesem i po fitnesie. Ten manewr przeważył, Zenek Pif-paf nawet znacząco się uśmiechnął. Sprawa więc była jasna, przynajmniej tak się wydawało. 
W każdym razie spotkanie z Rychem Rzeszotarą i jego dostojnikami Zenek wraz ze szwagrem z TIR-a i żoną Mariolą przybitą, uznali za udane. Można powiedzieć więcej – mobilizujące. Tamci pojechali, ci zostali. 

Od zaraz 
Przygotowania zaczęły się na poważnie, od zaraz. Najważniejsze – właściwe obuwie zakupiono. Zostało wysłane na Żuławy, do van Chutena. Ten potwierdził odbiór zlecenia. Najtrudniejsza okazała się terapia. Po miesiącu intensywnej działalności w fitnes, po ćwiczeniach wywołujących nie tylko siódme, ale i dziewiąte i jedenaste poty, Zenon stolarz wszedł na wagę. Drgnęła, ale nie za bardzo,  instruktorka w za ciasnej bluzce, skupiającej wzrok zainteresowanego stwierdziła, że schudł 2,5 grama. Sama była zaskoczona.  Na  takie dictum instruktorka nabrała jeszcze więc powietrza w płuca i powiedziała jedynie: hm,hm,hm, wyrażając w ten sposób zdziwienie i dość kłopotliwą także dla niej sytuację. Natomiast Zenek Pif-paf nie dał wiary i ponowanie wszedł na wagę. Tym razem kobieta w za ciasnej bluzce jeszcze precyzyjniej odczytała wynik: 0,259 kilograma. Nie było dyskusji. Mimo to człowiek z poważną nadwagą ocenił, że pierwsze koty za płoty, że za miesiąc to dopiero będą wyniki!!! Oby – tyle do powiedzenia miała instruktorka z wielkimi, zdziwionymi oczami, w za ciasnej bluzce, gdzie sutki uwypuklały jej zalety i wizje jednoznacznie. U niej wszystko było obcisłe, łącznie z układem włosów spiętych gumką w kolorze bluzki orange, z  nogami w czarnych lajkrach. Już tylko z tego powodu Zenek stolarz zdecydował, że będzie chodził codziennie, a gdy będzie trzeba to dwa razy na dzień. - Ileż to roboty? Jeśli ma być lepiej, zdrowotnie, to nic innego dla mnie nie istnieje – zadeklarował i było to, po przysiędze w obecności Rycha Rzeszotary, w obecności którego nie wolno rzucać słów na wiatr - kolejne ważne oświadczenie. 

Dwa różne numery
Wszystko szło w dobrym kierunku. Do czasu. Z Żuław przyjechał rowerem van Chuten z obuwiem rozchodzonym. Rowerem dlatego, ponieważ – jak zauważył – przez pocztę paczki i listy idą miesiąc, a nawet dłużej. Więc on w ciągu tygodnia dostarczy. I tak się stało. A co było potem?
- Nigdzie nie pójdę. Te buty są za małe – stolarz dobił wszystkich zgromadzonych wokół jego wędrówki do Częstochowy. - Buty są na jeden rozmiar, co nie? No właśnie – nie czekał na potwierdzenie tego faktu. - A ja noszę na lewą inny, inny na prawą. Bo tak już mam z nogami, że jedna jest większa od drugiej. Chyba lewa... Nigdzie nie idę.

To zapadło jak wyrok. Nikt już nie próbował zmienić biegu wydarzeń. Ani Rychu Rzeszotara, ani nawet van Chuten, który przecież z Żuław osobiście pofatygował się z rozdeptanymi butami. Na dodatek rowerem.
- Ale przysięgałeś!!! - Marlena, przybita tą całą okolicznością,  próbowała ostatniej już deski ratunku.
- Prezydent też przysięgał, sam słyszałem w telewizorze, premier też przysięgał, a ilu ministrów przysięgało... I co? I co? Mam powiedzieć przy ludziach? Głośno?

Zrobiło się jakoś dziwnie. Jedynym osiągnięciem tych przygotowań do pokonania trasy Wieluń – Częstochowa, była waga stolarza. Schudł aż siedemnaście kilo. Przez osiem miesięcy. Ważył już tylko sto dziesięć. Udało się. Dumny był, podobnie jak instruktorka w za ciasnej bluzce orange. Lena miała na imię. 

Tekst i fot. Bogumił Drogorób


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Krzysztof.W Treść komentarza: Nic nie piszecie o tych uczniach którzy matury nie zdali, jak oni się czują w tym momencie. I jeszcze jedna uwaga raz piszecie po zdaniu matury , innym razem po ukończeniu szkoły średniej . Jak tradycja to powinno być jednoznacznie określone we wszystkich szkołach w Brodnicy, a nie jest. Jest dowolność tej tradycji jak wy to nazywacie.Dziękuję za uwagę. Data dodania komentarza: 15.05.2026, 23:28 Źródło komentarza: 100 letnia tradycja podtrzymana. Różyczkowanie maturzystów Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Super Korowód i wspaniałe pomysły! Brawa dla Uczestniczek, które opisałeś, jak zwykle z poczuciem humoru! Data dodania komentarza: 10.03.2026, 17:47 Źródło komentarza: W „Tłusty Czwartek”. Korowód wyjątkowych postaci Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Podziwiam! Brawa dla Organizatorów i Wykonawców! Warto było i słuchać i oglądać! Data dodania komentarza: 10.03.2026, 17:42 Źródło komentarza: Zakochany Wróbel ze Zbiczna Gdy się splotą nasze dłonie Autor komentarza: Tadeusz Ruchankiewicz Treść komentarza: Gratculacje Malwina Olwert, jestem bardzo dumny z ciebie. Maly zarcik, czyli jednak pieroszki smakowaly i sie przydaly Data dodania komentarza: 6.02.2026, 23:49 Źródło komentarza: Brodnickie talenty z sukcesami Autor komentarza: Kostek Treść komentarza: Naprawdę należą się gratulacje wójtowi gminy Brodnica. Nie dość, że nie ma długów, to widać na pierwszy rzut oka, jak wiele dobrego się dzieje. Data dodania komentarza: 28.01.2026, 16:54 Źródło komentarza: Stało się! Gmina Brodnica bez długu! Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Super reportaż! Samo życie! Żyć nie umierać - tylko wyruszać i zdrowszym powracać! Opisane z poczuciem humoru! Podziwiam, bo też bywałam i nawet wiele razy tańcowałam! Data dodania komentarza: 19.12.2025, 14:32 Źródło komentarza: Uzdrowiskowcy
Reklama