Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 15 czerwca 2026 22:49
Reklama

Z podróżnej torby. Podróż do Ligurii (1)

Z podróżnej torby. Podróż do Ligurii (1)

„Nie czekaj. Pora nigdy nie będzie idealna.” Napoleon Hill

Cytat zaczerpnięty z książki Hilla Think and Grow Rich (Myśl i bogać się), amerykańskiego pisarza, który m.in. opisuje jak realizować ambicje i osiągnąć sukces. Coraz częściej wydaje mi się, że to co kiedyś było łatwe, oczywiste i nie stwarzało problemów z biegiem czasu wydaje się nie lada osiągnięciem. Do przedsięwzięć, do których droga jest dla mnie coraz bardziej ciernista zaliczam ukochane podróże.

Tym razem Liguria
No, ale skoro nie będzie lepszej pory na realizację marzeń, to bez zbędnej zwłoki  przygotowujemy następną podróż. Jedziemy, jak zwykle, w czwórkę, wyjazd nie może być ani daleki, ani lotniczy. Zostaje samochód i Europa. A jak stary kontynent, to Włochy. Ten piękny kraj odwiedzaliśmy wielokrotnie, ale za każdym razem cieszymy się na eskapady w te strony.

Podróże od wieków pasjonowały ludzi i motywowały ich do odkryć nowych, nieznanych terenów, ale i do powrotów w miejsca, które kiedyś  szczególnie ich zachwyciły.
Tym razem Liguria. Region w północnej części Włoch, położony nad Morzem Liguryjskim.
Wczesnym rankiem wyruszyliśmy spod domu przyjaciół. Podróżowanie przez Polskę, no cóż coraz wygodniejsze, ale jeszcze wiąż dojeżdżanie do autostrad pochłania wiele czasu. Jadąc nie wiedzieć dlaczego coraz węższymi drogami, mijamy wsie i miasteczka, by wreszcie wjechać na autostradę, gdzie już tylko liczy się kierownica i gaz wcale nie do dechy, a mimo to drogi szybko ubywa.

Bayreuth
Tu zrobiliśmy pierwszy długi postój. Bayreuth,  powiatowe miasto w Bawarii. Zatrzymaliśmy się w pobliżu barokowego śródmieścia. Po krótkim spacerze  trafiliśmy na atrakcyjny deptak przy  Maximilianstraße. Urocze miejsce. Przestronne place, fontanny, liczne  kawiarnie i restauracje z ogródkami. Kto lubi buszować po sklepach, na tej ulicy znajdzie ku temu wiele okazji. Niezwykle szeroki wachlarz możliwości handlowych oferuje miasto Wagnera. Ale nie to nam teraz w głowie. Nastała najwyższa pora na obiad. Wybór restauracji, zachęcających do zatrzymania się, też spory. My wybraliśmy taką z ogródkiem, wcale nie jedyną przy tym deptaku. A co w menu? Oczywiście jak w Bawarii, to tylko golonka po bawarsku, marynowana i pieczona w piwie, obłożona cebulą. Palce lizać! Pyszne, mięciutkie, rozpływające się w ustach mięso. Do tego kufelek piwa i świat jest piękny. Po obiedzie obowiązkowo spacer.

Miasto Wagnera
Bayreuth, to przede wszystkim miasto twórcy „Tristana i Izoldy”. Wszyscy, którzy kochają opery Ryszarda Wagnera, pielgrzymują tu, aby dostać się na słynny Festiwal Wagnerowski. Sam przyjazd w te strony nie zapewnia wzięcia udziału w Festiwalu, gdyż miejsca trzeba rezerwować na rok, a nawet dwa do przodu. Ale i bez możliwości bezpośredniego uczestniczenia w  koncertach warto odwiedzić to miasto. Liczy się atmosfera. Przez centrum wiedzie czytelnie wyznaczony szlak kompozytora. A miejsca szczególnie ważne dla artysty  oznaczone są małymi figurkami Wagnera i tablicami opisującym, co to za miejsce i dlaczego warto akurat w tym miejscu się zatrzymać. Drugim kompozytorem związanym z miastem jest Franciszek Liszt, który tu zmarł i jest pochowany w Bayreuth. Działa tu także muzeum jemu poświęcone. Warto wspomnieć, że choć obu kompozytorów nic nie łączyło, to ich groby znajdują się w niedalekim sąsiedztwie od siebie. Sam Liszt był miłośnikiem  polskości, polonofilem. Był zaprzyjaźniony z niektórymi polskimi artystami z epoki romantyzmu m.in. z Fryderykiem Chopinem.

Po krótkiej wycieczce po Bayreuth pożegnaliśmy sympatyczne i ukwiecone o tej porze roku miasto i pojechaliśmy dalej.  

Ulm
Zatrzymaliśmy się tu z myślą o noclegu. Jedyne z czym kojarzyło mi się miasto, to najwyższa wieża kościelna świata i  najstarsza konstytucja miejska. Zachwyciło mnie to urokliwe, rozciągnięte nad pięknym, modrym Dunajem miasto południowych Niemiec. Oczywiście weszliśmy do jednego z najbardziej znanych i największych (dosłownie i w przenośni) zabytków Ulm, jakim jest usytuowana w samym sercu miasta majestatyczna gotycka katedra (Ulmer Münster). Pod katedrą spotkaliśmy Polaka, żyjącego tu od kilkudziesięciu lat. Okazał się być miłym przewodnikiem. Mówił o ciekawej historii i architekturze kościoła. Wieża wznosi się na wysokość przeszło 161 metrów. W czasie II wojny światowej dla alianckich pilotów bombardujących okolice stanowiła doskonały punkt orientacyjny. Może dlatego, po wojnie, świątynia była jedyną budowlą starego miasta ocalałą od zniszczeń. Po krótkim spacerze dotarliśmy pod  renesansowy ratusz miejski. Ten z kolei doznał znaczących zniszczeń wojennych, ale został odbudowany i dzięki temu odzyskał pierwotny wygląd z 1540 roku.

Oczywiście starówka to nie tylko ratusz i katedra. W wąskich uliczkach jest wiele restauracji i miłych kawiarenek, które tworzą  nieodłączny anturaż chyba na wszystkich starówkach świata. Zawsze pełne artystów, ludzi młodych, starych, tubylców i turystów, a wszyscy jakby żywcem przeniesieni z epoki fin de siècle.

Trochę poddani rytmowi starego miasta, nie spiesząc się zbytnio ruszamy w dalszą drogę. Przez Austrię, Lichtenstein, malowniczy alpejski kraj położony nad Renem i Szwajcarię do Włoch.

Bajeczne widoki
zapewnia przejazd  przez  Alpy. Dla zachwycających cudów natury, które towarzyszyły nam po drodze naprawdę warto zjechać z wygodnej i szybkiej trasy na boczne, lokalne drogi.

Jechaliśmy przez Alpy Retyckie. Zajmują one znaczny obszar na styku Austrii,  Szwajcarii,  Lichtensteinu i Włoch. To chyba jedna z piękniejszych tras, jaką dane mi było jechać.

Z okien samochodu podziwialiśmy piękne alpejskie łąki, sielankowe wioski, majestatyczne górskie przełęcze i historycznie ważne urokliwe miasteczka. Drogi, wzdłuż potoków malowniczo meandrują pośród kamiennych zamków, górskich ostępów i wąwozów. Cuda.

Z przejazdem przez granice nie było problemów. Granica Liechtensteinu ze Szwajcarią jest cały czas  otwarta, mimo, że Lichtenstein nie jest członkiem Układu z Schengen.

Tekst i fot. Wiesława Kusztal

 



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Krzysztof.W Treść komentarza: Nic nie piszecie o tych uczniach którzy matury nie zdali, jak oni się czują w tym momencie. I jeszcze jedna uwaga raz piszecie po zdaniu matury , innym razem po ukończeniu szkoły średniej . Jak tradycja to powinno być jednoznacznie określone we wszystkich szkołach w Brodnicy, a nie jest. Jest dowolność tej tradycji jak wy to nazywacie.Dziękuję za uwagę. Data dodania komentarza: 15.05.2026, 23:28 Źródło komentarza: 100 letnia tradycja podtrzymana. Różyczkowanie maturzystów Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Super Korowód i wspaniałe pomysły! Brawa dla Uczestniczek, które opisałeś, jak zwykle z poczuciem humoru! Data dodania komentarza: 10.03.2026, 17:47 Źródło komentarza: W „Tłusty Czwartek”. Korowód wyjątkowych postaci Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Podziwiam! Brawa dla Organizatorów i Wykonawców! Warto było i słuchać i oglądać! Data dodania komentarza: 10.03.2026, 17:42 Źródło komentarza: Zakochany Wróbel ze Zbiczna Gdy się splotą nasze dłonie Autor komentarza: Tadeusz Ruchankiewicz Treść komentarza: Gratculacje Malwina Olwert, jestem bardzo dumny z ciebie. Maly zarcik, czyli jednak pieroszki smakowaly i sie przydaly Data dodania komentarza: 6.02.2026, 23:49 Źródło komentarza: Brodnickie talenty z sukcesami Autor komentarza: Kostek Treść komentarza: Naprawdę należą się gratulacje wójtowi gminy Brodnica. Nie dość, że nie ma długów, to widać na pierwszy rzut oka, jak wiele dobrego się dzieje. Data dodania komentarza: 28.01.2026, 16:54 Źródło komentarza: Stało się! Gmina Brodnica bez długu! Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Super reportaż! Samo życie! Żyć nie umierać - tylko wyruszać i zdrowszym powracać! Opisane z poczuciem humoru! Podziwiam, bo też bywałam i nawet wiele razy tańcowałam! Data dodania komentarza: 19.12.2025, 14:32 Źródło komentarza: Uzdrowiskowcy
Reklama
Reklama