Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 6 lipca 2026 17:49
Reklama

Niech się usiądzie, opowiem

Niech się usiądzie, opowiem

Miasteczko nie jest miastem, choć ma ryneczek i ulice odchodzące we wszystkie strony świata. Nadali mu miejskie prawa a potem, po trzystu iluś tam latach odebrali. 

Miasteczko zatem, 
wedle miejscowych, miastem jest, bo ma ulice. Od Rynku idąc, od strony kościoła z cegły gotyckiej pod wezwaniem św. Rocha, jest Panny Maryi,  idąc w prawo św. Rocha,  dalej w prawo – Sienna, rynkowy kwadrat zamyka Mieszczańska. W środku Rynku trawnik, ławeczki, fontanna. W miejscu dawnego pomnika cesarza Niemiec Wilhelma I, tego który się spotkał w 1879 roku z carem Aleksandrem II na dworcu w Aleksandrowie. Krewniakami byli.  Wszelkie ślady po Wilhelmie woda wypłukała. Zostały jedynie stare fotografie.   

Niewątpliwie miasto, administracyjnie nie wiadomo co. Parterowa zabudowa, najwyżej jedno piętro. Piętrowe, stare kamienice z balkonem. Tu i tam. Balkony z kwiatami, zadbane. Eklektyzm. Częściowo w typowym, pruskim stylu. Żadnych śladów drewnianych chałup, żadnego Mazowsza, żadnej dawnej  Kongresówki.

Dworcowy
Rzeka i most. Ruiny zamku krzyżackiego. Ścieżki nad rzeką, ślady po torach kolejowych. W budynku dworcowym rodzina wielodzietna pomieszkuje. Z domu wychodzą nie na ulice, ale na peron. Z peronu dopiero mogą wykręcić na Kolejową. Kolejową dojść do Dworcowej, a Dworcową do Rynku, oczywiście przez Mieszczańską. Po lewej stronie od budynku dworca zamieszkałego historyczny obiekt kolejowej infrastruktury. Kibel damski i męski. Małe okienka, dość wysoko, niemal pod dachem. Kibel damski i męski, obydwa wyizolowane z działalności publicznej. Niemi świadkowie czasu przeszłego, dokonanego.
Budynek dawnego dworca kolejowego z czerwonej cegły z centralnie widocznym napisem nazwy stacji. Białą farbę, tło do czarnych liter można wydrapać. Ale po co?
- No po co? - rozkłada ręce mężczyzna w sile wieku, piekarz z zawodu, właściciel kolejowej stacji, żony i trójki chłopaków w wieku licealnym, najstarszy na studiach, Politechnika w Gdańsku, właściciel peronu i napisu na budynku z czerwonej cegły, sześciu pokoi, czterech na piętrze, kuchni w zmodernizowanym pomieszczeniu kasy, dużej łazienki w bagażowni.
- A co mi tam, nie jest źle. Pogłówkować tylko trzeba.
Na piekarza mówią Dworcowy. - Idź do Dworcowego, pogadaj z Dworcowym, Dworcowy będzie wiedział, Dworcowy pewno ma, na zapleczu, najlepiej jak Dworcowy to zobaczy. Tak się przyjęło.
Dworcowy jest synem kolejarza. Ojciec Dworcowego miał kolejowy mundur i zjeździł kawał świata służbowo. Miał trasy nawet do Kołobrzegu, a w drugą stronę do Węgorzewa, Augustowa i Białegostoku. Sprawdzał się jako konduktor, a potem kierownik pociągu. Nigdy nie miał zatłuszczonej czapki, brudnej żółtej chorągiewki, nigdy nie pił. W robocie.  Gdy przyszedł czas zmian i kasacji wielu tras kolejowych czujnie wybrał miejsce dworcowe w miasteczku, które – choć ma rynek miastem nie jest  -  zapłacił ile trzeba, uzyskał zniżkę, zagospodarował, syna z rodziną wprowadził i umarł. Zawał go trzepnął okrutnie gdy stojąc na torach, między peronami, zapatrzył się w dal. 

Na cmentarz parafialny odprowadziła go orkiestra kolejowa, poczty sztandarowe, rodzina bliższa i dalsza, ksiądz proboszcz z kościoła św. Rocha, całe miasteczko pozbawione praw miejskich. Przeciągły gwizd starego parowozu, nagrany specjalnie na tę okazję w parowozowni w mieście wojewódzkim, pożegnał niezawodnego kolejarza, który w swoim życiu kawał świata przejechał.

Dla Dworcowego świat kolei, pociągów, torów, wagonów, parowozów, lokomotyw na węgiel i spalinowych to wielobarwny rozdział życia. Jeździł mało, raz w roku na wczasy rodzinne, wagonowe, po zniżce. Od małego. Ojciec kolejarz namawiał go do włożenia kolejowego munduru, ale ten wolał pójść na piekarza, w wojsku się wyuczył. A potem poszedł do piekarni Aloisa Pitzera, który porzucił pieczenie chleba na rzecz mebli tapicerowanych. Firma mała, trzydziestu pracowników, ale wpisał się w rynek. Zlecenia ze Szwecji, Szwajcarii, Niemiec, rozmowy z Hiszpanami. Postać znacząca w miasteczku, okolicy, województwie i kraju. Nazwisko ułatwiło kontakty, dobrze brzmiało. Alois Pitzer ozdabiał je historią o pradziadku, który służył w wojsku pruskim – Horst Pitzer. Ale w czasie I wojny światowej  poszukał drogi do Legionów. W sumie Europejczyk. Wizytówka, atut miasteczka

Fryzjer, fryzjerka
Waleria Kluska, po mężu Witkowska, po śmierci męża – fryzjer, zmarł z nadmiaru alkoholu w organizmie – znowu Kluska. Zajęła się fryzjerstwem, które Zenka Witkowskiego, fryzjera męskiego, zaprowadziło na skraj bankructwa, w efekcie do grobu. Iluż mógł mieć klientów w miasteczku pozbawionym praw miejskich? Młodych na lekarstwo, bali się wchodzić pod kombajn. Starzy przychodzili nie na strzyżenie, tylko pogadać, ukradkiem wypić przyniesione. Młodzi niechętnie, raczej wchodzili pod nożyczki błyszczące w sprawnych rękach dziewczyn, adeptek sztuki fryzjerskiej, odbywających staż w salonach w mieście wojewódzkim, u właścicielek z klasą. Nową klasą businesswoman. Za cenę bytności tam, cięcia do łysej skóry, dali by się pociąć. Tak więc Waleria Kluska, wdowa po fryzjerze, opanowała włosów układanie na miejscu, przychodziły do niej sąsiadki, panie, którym pozornie już na niczym nie zależało, ale zależało. A więc fryzjerstwo damskie, w centralnym punkcie Rynku, od strony ul. Siennej.

Szewc 
Jan Janduda już nie wierzył w cudowne zmiany. Właśnie kilka dni temu oddał klucze od lokalu w gminie. Zakończył pracę, zapisał się na bezrobocie, czterdziestoletni fachowiec. Myśli pójść do firmy Aloisa Pitzera, na tapicerkę. - Może tam coś da się skleić? - zastanawia się. - Może jakoś się wciągnę?

Niby zdun
Pracę twórczo rozwinął niby zdun, Fredek Stareńki, zwany Fredem. Przejął obszczany lokal po GS-ie i zorganizował pub. Taki na błysk. Pół roku minęło i przejrzał na oczy, na szczęście. Pub nie miał wzięcia. Klienci, potencjalni, porozrzucani po różnych kątach miasteczka, okolicznych rowach, nad rzeką, pozbawieni swojego lokalu, tęsknili za czasem dawnym. Fredek Stereńki ten czas im przywrócił. Dokonał samooceny. Wywalił nowoczesność, lamperia przeszła w boazerię, miejscami w farbę olejną, seledynową. Na stoły wróciła cerata, niektóre pozostały gołe, zdradzające paździerzówkę, oświetlenie biurowe, migające jarzeniówki. Przede wszystkim piwo z kija, tanie. Nad wejściem do lokalu napis: PeeReL. Akcenty scenograficzne, szlugi o nazwach dla młodego pokolenia tajemniczych: mazury, żeglarze, giewonty, sporty, silesia, rarytasy, carmeny, caro, popularne, zefiry, piasty, grunwaldy, wawele, belwedery. Ekstra mocne, z filtrem i bez. Oryginalne paczki, atrapy.  Lada chłodnicza, która nie chłodziła, z  plastikowymi cudami: 
pół jajka z majonezem, zylc,  kaszanka, ostryga, czyli żółtko z pieprzem w kieliszku. Wszystko z plastiku, kolor trzymało.

Atrapą natomiast nie była grająca szafa. Za dwa złote wskakiwała płyta. Kto miał bystry wzrok odczytał takie utwory jak: Beata z Albatrosa, Na dzikiej  plaży, Historia pewnej znajomości, Nie płacz kiedy odjadę, Gdy mi ciebie zabraknie, Dziś gdy ciebie mi brak, Czy mnie jeszcze pamiętasz, Chłopiec z gitarą, Zielone wzgórza nad Soliną, Dwudziestolatki, To była blondynka, Powiedzcie jej, Anna, Laska nebeska z zagranicznych, wiele innych, znajomo brzmiących. 

Wśród klientów świat wyzwolony od pracy. Bazujący na socjalu, poszukujący z GOP-su, zaopatrzeni w 500 +, różne kategorie. Taki, przykładowo, Romek Budny, który tłumaczył, że jeść może, pić może ale pracować nie może. Albo Bernard Wejde, operujący tylko jednym zdaniem: krów nie pierdol! Czy też Erer, czyli Rychu Rurka, hydraulik, złota rączka. Zawsze przy kasie. Chętnie przyjmowany do stolika. Panopitcum. 

Zwinęła interes 
Celina Wydatna od prania, suszenia i magla. - Już się w życiu narobiłam, już mam dość. Te ręczniki, obrusy zarzygane, te pościele zaszczane. Z tego prania wiem kto jak żył. Jak pranie przynosili, to przecież pisałam od kogo, ważyłam ile kilo, ile kosztować będzie. Mam rachunki. Można by książkę napisać. Brak ochoty. I tego nerwu, tego drygu. Ale mogę opowiadać. Niech  się usiądzie, opowiem – wskazała krzesło. - Może wyjdzie coś z tego?

Usiadłem, wysłuchałem. Może coś z tego będzie, może nie. Muszę do niej wrócić. Do Celiny Wydatnej, rozgadanej, wielowątkowej. Do nich wszystkich, po kolei. Do ludzi z miasteczka, pozbawionego raz kiedyś praw miejskich. Do tych i do innych, którzy podejrzanie spoglądali w moją stronę, także do tych, których nie spotkałem, nie widziałem, ale kręcą się wokół swoich spraw.  Raz kiedyś...

Tekst i fot. Bogumił Drogorób
      


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Krzysztof.W Treść komentarza: Nic nie piszecie o tych uczniach którzy matury nie zdali, jak oni się czują w tym momencie. I jeszcze jedna uwaga raz piszecie po zdaniu matury , innym razem po ukończeniu szkoły średniej . Jak tradycja to powinno być jednoznacznie określone we wszystkich szkołach w Brodnicy, a nie jest. Jest dowolność tej tradycji jak wy to nazywacie.Dziękuję za uwagę. Data dodania komentarza: 15.05.2026, 23:28 Źródło komentarza: 100 letnia tradycja podtrzymana. Różyczkowanie maturzystów Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Super Korowód i wspaniałe pomysły! Brawa dla Uczestniczek, które opisałeś, jak zwykle z poczuciem humoru! Data dodania komentarza: 10.03.2026, 17:47 Źródło komentarza: W „Tłusty Czwartek”. Korowód wyjątkowych postaci Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Podziwiam! Brawa dla Organizatorów i Wykonawców! Warto było i słuchać i oglądać! Data dodania komentarza: 10.03.2026, 17:42 Źródło komentarza: Zakochany Wróbel ze Zbiczna Gdy się splotą nasze dłonie Autor komentarza: Tadeusz Ruchankiewicz Treść komentarza: Gratculacje Malwina Olwert, jestem bardzo dumny z ciebie. Maly zarcik, czyli jednak pieroszki smakowaly i sie przydaly Data dodania komentarza: 6.02.2026, 23:49 Źródło komentarza: Brodnickie talenty z sukcesami Autor komentarza: Kostek Treść komentarza: Naprawdę należą się gratulacje wójtowi gminy Brodnica. Nie dość, że nie ma długów, to widać na pierwszy rzut oka, jak wiele dobrego się dzieje. Data dodania komentarza: 28.01.2026, 16:54 Źródło komentarza: Stało się! Gmina Brodnica bez długu! Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Super reportaż! Samo życie! Żyć nie umierać - tylko wyruszać i zdrowszym powracać! Opisane z poczuciem humoru! Podziwiam, bo też bywałam i nawet wiele razy tańcowałam! Data dodania komentarza: 19.12.2025, 14:32 Źródło komentarza: Uzdrowiskowcy
Reklama