Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 8 lipca 2026 08:28
Reklama

Na zapleczu karczmy. Tutaj wodę czerpali

Na zapleczu karczmy. Tutaj wodę czerpali

Gasthaus – Teodozjusz Lewalski w Wielkim Głęboczku. Tam zatrzymywali się podróżni na posiłek, niektórzy tylko po to, żeby zaczerpnąć wody ze studni i chwilę odpocząć. Wśród nich byli także jeńcy wojenni, pędzeni na zatracenie.

Jerzy Lewalski z Wielkiego Głęboczka opowiada historię, która – choć to tylko drobny epizod – wpisuje się w opowieść o losach jeńców sowieckich, niemieckich, wśród nich także Aleksandra Sołżenicyna, późniejszego rosyjskiego pisarza, autora „Archipelag GUŁag”, noblisty. 

- Moja rodzina pochodzi z Prus Zachodnich, w ówczesnych granicach Europy, z okolic Dąbrówna, Turowa – zaczyna swoją opowieść Jerzy Lewalski, regionalista pasjonat historii. – Mój dziadek Julian urodził się w Łążynie za Lubawą, mój ojciec Teodozjusz tamże. Dziadek Julian ożenił się z Bertą Banaschewską i po zaślubinach zamieszkali na dzierżawie karczmy (gasthaus) w Tereszewie, ponieważ Berta pochodziła z rodziny kupców wiejskich. Po latach pracy na tej dzierżawie zakupili siedlisko tutaj, w Wielkim Głęboczku, z funkcjonującą karczmą. W domu rozmawiano po polsku i po niemiecku. Mój ojciec Teodozjusz, mając 18 lat, stanął do obrony kraju w 1920 roku. Kaleczył język polski, śmiano się z niego w koszarach z tego powodu, ale dowódca stanął w jego obronie, bo był żołnierzem dzielnym i dobrze się spisał w walce z bolszewikami. W 1929 roku ojciec ożenił się z Wiktorią Siatkowską z Lip za Lubawą. W 1939 roku został wezwany do obrony kraju, walczył pod gen. Tadeuszem Kutrzebą, to nazwisko potem wspominał. Trafił do niemieckiej niewoli, ale po jakimś czasie udało mu się stamtąd wydostać, prawdopodobnie dlatego, że znał dobrze język niemiecki. W każdym razie wrócił do Wielkiego Głęboczka i prowadził wraz z mamą Gasthaus.

Jerzy Lewalski wyszukuje zdjęcie z tamtych czasów i idziemy na drugą stronę szosy, gdyż z tego właśnie miejsca uwieczniono niegdyś ową karczmę. Gospodarz jest bardzo precyzyjny w opisie i opowiadaniu.

- Właściwie powinniśmy wejść jeszcze wyżej, ponieważ na zdjęciu widoczne są jeszcze  fragmenty zabudowań dalej położonych, ale mniej więcej wiemy o co chodzi. Po lewej stronie domu, patrząc od szosy, tam gdzie teraz jest dobudowany garaż, była drewniana furtka, przed karczmą żelazna poręcz z szyny kolejowej, bo gdy ktoś konno jechał konia tam zostawiał, przywiązywał do tej szyny i szedł do gasthausu. Wchodziło się od frontu, nie jak dziś, od podwórza. Natomiast przez drewnianą furtkę szło się bezpośrednio do ogrodu, gdzie była studnia. Szło się kamiennymi schodkami, do dziś one są. Nareszcie dochodzimy do zimy 1945 roku. Od strony Olsztyna, przez Ostródę, ciągnęły sznury jeńców, w mundurach, w cywilnych ubraniach. Zatrzymywali się wszyscy, żeby napić się wody. Miałem wówczas 3 latka, brat 14. Ojciec pokazywał którędy do studni, pewnie dawał jakieś kubki, pewnie mieli swoje menażki. Pojmani, tak ojciec mówił o nich. Brat Kazimierz, niestety już nie żyje, wiedział więcej. Mógłby pewnie więcej opowiedzieć.  W każdym razie mogę powiedzieć, jak ja to widziałem i z ojca opowieści, że szło kilkudziesięciu, to znowu kilku, kilkunastu. Ojciec zwrócił uwagę, że Rosjanie prowadzili swoich, jakiegoś Niemca, a strażnikami byli Tatarzy. Ponieważ wszyscy się zatrzymywali jest wielce prawdopodobne, że wśród tych jeńców była grupa z Aleksandrem Sołżenicynem. Nie zdarzyło się bowiem, żeby przeszli bez przystanku u nas… Nie zamierzam tu oceniać zachowania mojego ojca, po prostu chrześcijańska zasada: spragnionego napoić.

Być może ta opowieść jest mało znacząca, w kontekście twórczości  rosyjskiego pisarza, natomiast ciekawa dla badaczy śladów Aleksandra Sołżenicyna na polskiej ziemi, na początku jego drogi do rosyjskich łagrów, pędzonego na zatracenie.

Tekst i fot. Bogumił Drogorób


 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Krzysztof.W Treść komentarza: Nic nie piszecie o tych uczniach którzy matury nie zdali, jak oni się czują w tym momencie. I jeszcze jedna uwaga raz piszecie po zdaniu matury , innym razem po ukończeniu szkoły średniej . Jak tradycja to powinno być jednoznacznie określone we wszystkich szkołach w Brodnicy, a nie jest. Jest dowolność tej tradycji jak wy to nazywacie.Dziękuję za uwagę. Data dodania komentarza: 15.05.2026, 23:28 Źródło komentarza: 100 letnia tradycja podtrzymana. Różyczkowanie maturzystów Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Super Korowód i wspaniałe pomysły! Brawa dla Uczestniczek, które opisałeś, jak zwykle z poczuciem humoru! Data dodania komentarza: 10.03.2026, 17:47 Źródło komentarza: W „Tłusty Czwartek”. Korowód wyjątkowych postaci Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Podziwiam! Brawa dla Organizatorów i Wykonawców! Warto było i słuchać i oglądać! Data dodania komentarza: 10.03.2026, 17:42 Źródło komentarza: Zakochany Wróbel ze Zbiczna Gdy się splotą nasze dłonie Autor komentarza: Tadeusz Ruchankiewicz Treść komentarza: Gratculacje Malwina Olwert, jestem bardzo dumny z ciebie. Maly zarcik, czyli jednak pieroszki smakowaly i sie przydaly Data dodania komentarza: 6.02.2026, 23:49 Źródło komentarza: Brodnickie talenty z sukcesami Autor komentarza: Kostek Treść komentarza: Naprawdę należą się gratulacje wójtowi gminy Brodnica. Nie dość, że nie ma długów, to widać na pierwszy rzut oka, jak wiele dobrego się dzieje. Data dodania komentarza: 28.01.2026, 16:54 Źródło komentarza: Stało się! Gmina Brodnica bez długu! Autor komentarza: Czesława Treść komentarza: Super reportaż! Samo życie! Żyć nie umierać - tylko wyruszać i zdrowszym powracać! Opisane z poczuciem humoru! Podziwiam, bo też bywałam i nawet wiele razy tańcowałam! Data dodania komentarza: 19.12.2025, 14:32 Źródło komentarza: Uzdrowiskowcy
Reklama