Z życia wzięte. Wołanie zza płotu

  • 12.05.2022, 17:18
Z życia wzięte. Wołanie zza płotu

Przychodzi taki dzień w życiu naszym, że stajemy wobec wyzwań, o których przypomina nam natura nasza, wspaniała przyroda. No i mówi nam ta przyroda, do słuchu, żeby zobaczyć co i jak jest, jak wygląda przed domem, przed tarasem, przed gankiem, przed sienią, przy kompostowniku, za garażem.

Stefan Stój, rekordzista świata  wśród kierowców dotkniętych alkoholem, obecnie bez prawa jazdy, spojrzał przez okno na parterze włości swej małżonki i zauważył, że wiosna go woła.

- Idę na dwór! - rzucił krótko do swojej, przechodząc przez kuchnię. - Wołają mnie.

- A kto cię woła? - odgoniła upierdliwą muchę gazetą.

- A spójrz no przez okno, zobacz sama.

- Nikogo nie widzę.

- A dobrze się spójrz, kobieto... Wiosna! Wiosna mnie woła!!!

- Aleś ty mądry!!! Wiosna w marcu przychodzi, a ty się dopiero teraz połapałeś? Maj już mamy, durniu.

Nazwany durniem krótko powiedział swojej, gdzie ma jej gadanie, precyzyjnie określając tę część ciała, popierając gestem. 

- Ja też... - dorzuciła swoje jego wielka miłość od lat blisko trzydziestu.

Wiosna

zauważyła, że czas kosić trawę! Mówiła bardzo przekonująco, aż Stefan Stój otworzył usta, żeby potwierdzić, bo już głową potakiwał, że wie dokładnie, że się zgadza, że czas nadszedł, no ale trzeba się ruszyć, wziąć klucze od garażu, otworzyć wrota na ościerz i wyciągnąć kosiarkę niemieckiej firmy, zakupioną u dealera mającego paszport niemiecki i polski – kupuje w Niemczech, sprzedaje w Polsce. Kupuje, może za dużo powiedziane, raczej bierze z ulicy. Tą właśnie drogą kosiarka znalazła się na stanie Stefana Stója, za niewielkie pieniądze. Swoje już przeszła, ale przejść mogła więcej, bo trawnik podzielony na cztery sektory, przechodziła już trzy lata jak nie więcej. 

Na sektory Stefan podzielił teren, żeby nie przemęczać się w robocie. Dziś ten jutro tamten, chyba że spadnie deszcz... No to  potem ten po lewej, ten od tarasu, na końcu od garażu aż po wiśniowy sad sąsiadowy. Ostatni raz kosiarka szła jesienią zeszłego roku. Trzymała się dobrze, ale coraz częściej, jakby coraz głośniej, warczała.

Prezent

nadszedł w sam czas na Stefanowe urodziny. Starszy brat Stefana, Ignac Stój, znany z tego, że z gazet i czasopism dostępnych, czytał wyłącznie te tytuły, które znalazł w skrzynce pocztowej. Wydawane były przez koncerny handlowe, sieci itd. Interesowały go promocje. Trafił na kosiarkę o dość podejrzanej cenie – bez grosza 150 zł. To było to! Zachwycił się tą propozycją, wsiadł w samochód i podjechał do najbliższego pawilonu tej wyjątkowej sieci, położonego ok. 50 km od domu. Pojechał dnia pierwszego jak nadawała gazetka handlowa. I bardzo dobrze. Choć był poranek trafił na ostatnią chwilę. Były już tylko dwa kartony na zbyciu. Z obrazka na kartonie uśmiechała się, ganz genau, taka sama kosiara jak w gazetce. O niczym więcej już nie myślał. Prezent!!!

Stefan wprowadził karton do garażu i czekał do wiosny. Zapowiadał się wiosenny koncert na 

dwie kosiarki

Wiosna, jak już wiemy, przemówiła do Stefana Stója w maju. Pogoda, w majowy wielki weekend, aż się prosiła o pracę przynajmniej w dwóch sektorach trwiastych posiadłości Stefana, a w zasadzie jego małżonki. Stefan wyczekał, aż poranna wilgoć zniknie jak wiosenna zjawa i  uroczystym krokiem udał się do garażu, gdzie przez chwilę zastanawiał się, czy zacząć z grubej rury, a więc z najnowszego nabytku na urodziny od brata, czy rozpocząć od warczącej. Postawił na warczącą, bo nową, prawdziwie niemiecką, trzeba złożyć, zmontować i czas tylko tracić. Rozrzucił kabel złożony z dwóch części, w sumie z osiemdziesiąt metrów lekko licząc. Podłączył do kontaktu... I nic. - Zaraz, zaraz – podrapał się po głowie – spokojnie, wszystko zagra. Sprawdził światło w garażu, z nadzieją, że żarówka nie zapali. Niestety, zajaśniała. - Zaraz, zaraz, coś tu, kurwa nie gra, ale... - pomyślał – pewnie kobita robi pranie i korki siadły. 

- Prania czasmi nie robisz? - zawołał jeszcze z sieni i zdjął gumofilce.

- Wczoraj prałam, codziennie mam prać? Chyba ci ten durny rozum odebrało... Po raz drugi tego dnia usłyszał niezbyt przychylne słowa o sobie i nawet zebrał się, żeby odpalić czymś równie mocnym. Stać go było tylko na machnięcie ręką. Miał ważniejsze sprawy przed sobą. Korki! Otworzył drzwi do piwnicy z nadzieją, że przy korkach przynajmniej jedna klapka opadła. A tu niespodzianka! Wszystkie w górze. - Co tu, kurwa, jest grane! - zaklął i włożył gumofilce. Twarz mu pojaśniała, bo szybko przypomniał sobie, że ma absolutne szczęście! Warczcąca siadła, bo przyszedł jej czas. Zimy nie przeżyła. Tak sobie tłumaczył niepowodzenie pierwszego kontaktu. Ale jest przecież prezent od brata! 

- Ignac to miał łeb! - powiedział do siebie. - A durna to ty jesteś, głupia babo. Tylko byś ględziła – ale tych słów Stefanowa już usłyszeć nie mogła, bo sytuacja przeniosła się do garażu.

Godzina zeszła
zanim nowa kosiarka niemieckiej firmy, za promocyjną cenę, stanęła na podwórzu. Już na pewniaka podjechał z nią pod trawnik zwany sektorem numer jeden i podłączył wszystko jak trzeba. Splunął w ręce, nacisnął przycisk, równocześnie  podciągając dźwignię. I nic. 


- Witam sąsiada – usłyszał zza płotu. 

- Witam, witam...

- Co tam, jak życie płynie?

- Jak to życie, płynie, bo płynie...

- Widzę nową kosiarę, jakieś uroczyste pchanie się zapowiada, co?

- Powiem ci, sąsiad, tak szczerze i uczciwie, że mam kosiarę nową, a nie tnie?

- Co nie tnie?

- No nie tnie! Nie chodzi! Kosiara jest, prąd jest, a silnik nie pracuje.

- A gdzieś ją kupił?

- Od brata dostałem, nie wiem gdzie kupił.

- Masz jakiś kwit, paragon?

- Cholera wie. Ale poszukam...

Reklamacja
Paragon się znalazł. Kolejna godzina minęła zanim kosiara w częściach znazła się w kartonie. - Zadzwonię do brata. Niech przyjeżdża i sobie ją weźmie. Za taki prezent to ja dziękuję, albo niech wymieni na sprawną – tu nastąpiła długa dedykacja. - I co ja teraz zrobię? Już tak mi do łba weszło to dzisiejsze koszenie, że nie odpuszę. 

Miał szczęście, że sąsiad wyjrzał, poczłapał. Stali tak przy płocie, narzekając na życie pełne niespodzianek.

- Wiesz Stefan, co ci radzę? Wiesz? Tego małego pamiętasz, co mi pomagał gdy kładłem dach na budzie dla psa? Nie pamiętesz małego? Mały ma dwie dobre kosiarki, obie przechodzone, ale za stówę ci jedną sprzeda.

- Sąsiad... Cóż ci powiem... Uratowałeś mój honor, uratowałeś mnie przed całkowitą kompromitacją. Moja siedzi pewnie w oknie i ryczy ze śmiechu.

- Dobra, dość gadania. Wsiadam w bryczkę i jadę, on tu mieszka – wskazał sąsiad kierunek jazdy. - Pięć minut drogi.

- Wsiadaj sąsiad i przywieź mnie porządną kosiarę. Na chodzie!!! - dodał, grożąc palcem.

Trzecia kosiarka

po pół godzinie wylądowała na podwórku Stefana Stója. Sąsiad się spisał. Teraz tylko kabel, do kontaktu i... jazda.

Niestety, kosiarka nie zaskoczyła. Stefan Stój policzył szybko koszty. Włączając w to flaszkę, którą polecił kupić sąsiadowi po drodze. Stali tak na podwórzu jak eksperci zwiedzający wystawę nauki i techniki, kucali, spoglądali z boku, odwracali kołami do góry. Czas mijał. 

Panowie, mając w głowie wyjątkowe niepowodzenie tego dnia, zmienili miejsce stania, wycofali się za garaż i wypili co było trzeba – Stefan miał tam specjalne miejsce, gdzie przechowywał szklaneczki. Do napojów dowolnych. Oczywiście poszło wszystko na pohybel. 

Gdy pozostała im już tylko gadka na temat o byle czym sąsiadka, żona sąsiada, pojawiła się nieoczekiwanie z nieoczekiwanym pomysłem, który wyraziła słowami: Stefan, a próbowałeś może z innym kablem? Mam tu nasz kabel od starej kosiarki, wprawdzie stary, bo my jeździmy spalinówką, może spróbujesz? Stefan bez przekonania potrzymał pomarańczowy przewód, wzruszył ramionami i podszedł do kontaktu. Powoli rozwinął do końca i bez przekonania podłączył. Wcisk, dźwigienka i …....poszłoooooooooooooooo! Szmer silnika charakterystyczny. Zagrała! Sektor numer jeden trawnika zaczął ulegać rozpędzonej maszynie. Wiosna za płotem uśmiechnęła się.

- No to masz, Stefan, trzy kosiarki – zauważył sąsiad, ale tego już Stefan szczęśliwy i zadowolony jak nigdy już nie usłyszał, zauroczony rytmiczną pracą sprzętu ogrodowego.

Tekst i fot. Bogumił Drogorób

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Czytelniczka
Czytelniczka 15.06.2022, 11:56
Ale zabawne opowiastka! Samo życie, bo jakby podobną, bo też z kosiarką przygodę miałam.. Otóż grzecznie kosiarką sprawną pożyczyłam, kosiarka wróciła, ale taka jakaś ciut zaniedbana.. Coś stuknęło, coś się urwało i nie bardzo kosić chciało, bo zaczął się problem z trzymaniem się "kosza - worka" do ściętej trawy.. A kosić trzeba, więc pomoc potrzebna... Jednak zaczęłam sprawdzać w kosiarce sama i doszłam do wniosku, że i bez "kosza" trawa będzie zadbana... Trzeba było tylko tak kosić, by trawka sama leciała nie na chodnik a pod wiecznie zielone krzaczki. Nie trzeba było z kosza wrzucać na kompost lub do pojemnika na bio-odpady a skoszoną trawkę bez chwastów potraktować, jako zielony nawóz.. A morał? Nie ma złego, co by na dobre czasami nie wyszło lub Dobry zwyczaj - nie pożyczaj! Z uśmiechem czytelniczka

Pozostałe