Moje londyńskie inspiracje

  • 04.10.2019, 09:51
Moje londyńskie inspiracje

Co zafascynowało Beatę Radzikowską, krytyka sztuki, współwłaścicielkę Galerii Art. Radzikowscy w Brodnicy? Jej refleksje z podróży artystycznej do Londynu prezentujemy naszym Czytelnikom, miłośnikom sztuki, a także tym, którzy ze sztuką obcują dość rzadko.

Wchodząc na kolejne piętra budynku Blavatnik1, gdzie mieści się muzeum2 międzynarodowej sztuki współczesnej Tate Modern (London), świadomie nie korzystając z windy, by chłonąć bodźce wszystkimi zmysłami i całą sobą, odczuwałam niesamowity przypływ energii i euforyczną radość obcowania z wolną sztuką. Surowość architektury, wszechobecny beton i elementy stalowych konstrukcji, całość w  stylu określanym jako „brutalizm”, czynią to miejsce przyjemnie niepokojącym.  Na „piątym poziome wtajemniczenia” (V piętro budynku), mój wzrok przykuł wielki napis, czarne, proste litery na szarej ścianie:

„How can art make a difference to people’s lives and to society?” (w wolnym tłumaczeniu: Jak sztuka może wpływać na życie ludzi i społeczeństw?)

Myśl zawarta w tym retorycznym pytaniu, nie opuszczała mnie przez kolejne tygodnie i stała się wiodąca w moich poszukiwaniach inspiracji i artystycznych londyńskich smaczków, a tych nie brakowało. Niezależnie od tego czy przemieszczałam się pieszo, przesiadałam do następnej linii metra, robiłam zakupy, czy spacerowałam „kolorowo” zatłoczonymi ulicami gapiąc się na witryny wielkich domów handlowych, a gdy strudzona wysiłkiem i upalną „nietypową” londyńską pogodą odpoczywałam w jednym z wielu pięknie zadbanych publicznych parków – rzeźby, pomniki, statuy, żywa muzyka, śpiew i taniec, wszystko to naturalnie przeplatało się z rzeczywistością, a we mnie dokonywały się przemiany.

Moje przemyślenia szły w wielu kierunkach. Chyba tak do końca nie chciałam sobie odpowiedzieć na to pytanie, a jedynie szukać odpowiedzi i czerpać radość z tych poszukiwań.

Ile emocji, wzruszeń, sentymentalnych przywołań obrazów z głębokich czeluści pamięci towarzyszy zabieganym i spieszącym do pracy ludziom na stacji metra Tottenham (i każdej innej), gdy spośród zgiełku i szumu miasta wyłaniają się dźwięki pianina, kontrabasu, skrzypiec, akordeonu, melodia i słowa znanych światowych szlagierów w wykonaniu artystów muzyków. Poziom sztuki prezentowanej na ulicy, chyba z założenia nie odbiega tutaj od tego co usłyszeć można w salach imprez kameralnych i koncertowych. Kontakt ze sztuką kształtuje bowiem odbiorcę. Jedni przystają, by uczestniczyć choć przez chwilę w „wydarzeniu artystycznym”, inni nie mając czasu lub chęci przechodzą dalej. Ale zawsze coś pozostanie, co skłoni do krótkich przemyśleń, a może zainspiruje do działania i zmian na lepsze w swoim życiu. 

„Nasze sklepy zawsze były czymś więcej niż tylko sklepami” – piszą na stronie internetowej właściciele i kontynuatorzy idei domu towarowego Selfridges – „są to przestrzenie publiczne - miejsca do odkrywania nowych, prowokujących do myślenia pomysłów - i dlatego popieranie sztuki publicznej jest dla nas tak ważne. Chcemy zrównoważyć konsumpcję dóbr z konsumpcją kultury, umożliwiając ludziom doświadczanie sztuki z pierwszej ręki”. Robiąc zakupy w ich sklepach, można się o tym osobiście przekonać. Chyba bardziej niż najnowsze modele damskich torebek czy butów zainteresowały mnie cztery figury, rzeźby Matthew Darbyshire’a, do których stworzenia, w cyfrowej technice w połączeniu z malarstwem, zainspirowały artystę mityczne postacie: Hermes, Mars, Venus i Trojan. W opisie do prezentowanych prac widnieją słowa artysty, które u niejednego klienta sklepu wywołały zapewne refleksję i skłoniły do przemyśleń, jak chciał tego artysta: „Jeśli zakupy to nowa religia, to marki to nowe ikony, które niezależnie od wyznania czy pochodzenia, jednoczą nas wszystkich”.

Ale chyba najbardziej, w poszukiwaniu odpowiedzi na przewodnie pytanie, intryguje mnie to jak zmienia się lub zmieniło życie mieszkańców kultowego osiedla mieszkaniowego Barbican. To miejsce, które można kochać lub nienawidzić. Ja pokochałam je od pierwszego wejrzenia. Powstałe w końcówce lat 60-tych, w centrum Londynu, w miejscu które najbardziej ucierpiało podczas II-wojny światowej, na obszarze tak zrujnowanym, że nie podjęto próby odbudowy, zbudowano je od nowa, realizując ambitny projekt przestrzeni mieszkalnej opartej na koncepcji stałego kontaktu ze sztuką. Bo jak może być inaczej, jeśli na wyciągnięcie ręki, mamy największe centrum sztuk widowiskowych (Barbican Centre), gdzie organizowane są koncerty muzyki klasycznej i współczesnej, przedstawienia teatralne i prezentacje filmowe, wystawy w jednej z największych prywatnych galerii sztuki, a zbiory biblioteki są w czołówce pięciu największych bibliotek londyńskich. By chcieć zamieszkać w tym miejscu, nie można być obojętnym na sztukę, ale jak wpływa to na życie mieszkańców?

Zachęcam  do odwiedzenia tego miejsca, ja na pewno tam powrócę. W dyskusji na temat sztuki w przestrzeni publicznej chyba nie można pominąć Barbican.

Beata Radzikowska

…………………

 Len Blavatnik biznesmen, który finansowo wspierał budowę muzeum.
 Muzeum mieści się na południowym brzegu Tamizy w Southwark, w centrum Londynu w bezpośrednim sąsiedztwie Millenium Bridge.
 

Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe